http://a-small-note-for-you.blogspot.com/
Opowiadanie o Big Time Rush ♥ Na prawdę warto przeczytać
http://another-lovee.blogspot.com/
Blog o One Direction. Polecam :D
poniedziałek, 23 września 2013
poniedziałek, 16 września 2013
Rozdział 4 "To chyba miłość"
*Weronika*
Dzisiaj obudziła mnie ciocia, bardzo głośno krzątająca się po pokojach. Przetarłam oczy i spojrzałam na zegarek stojący na małej szafeczce. "8.14"- wskazywały podświetlone cyferki. Powoli wstałam z łóżka i podeszłam do drzwi. Otworzyłam je i lekko wychyliłam głowę. Siostra mojej mamy biegała po całym domu mówiąc do siebie:
-Gdzie to jest?! Przecież nie mogłam tego zgubić!
-Co się stało?- zapytałam chrypliwym głosem.
-Zgubiłam bardzo ważną teczkę. Taką pomarańczową, nie widziałaś jej?
-Nie, ale mogę pomóc poszukać.- wyszłam z pokoju i zaczęłam powoli rozglądać się wokół siebie.
Zeszłam na dół i skierowałam się do salonu. W oszklonej komodzie zauważyłam kilka książek.
"Sprawdźmy tu..."- pomyślałam i otworzyłam drzwiczki.
Pomiędzy książkami skryła się poszukiwana pomarańczowa teczka.
-Ciociu, mam!- zawołałam.
-Ojejku, dziękuję ci. Bez niej nie zrobiłabym niczego na koncert.- podekscytowana zbiegła po schodach.
-Nie ma za co, a teraz jeszcze pójdę się położyć.- powiedziałam przeciągając się.
-Dobrze, o 10 może mnie już nie być, a zapasowe klucze położę ci na stole w kuchni.
-Ok.- ziewnęłam.
Znów położyłam się do łóżka, zakopując się pod kołdrą. Szybko usnęłam.
------------------
Tym razem obudziłam się sama. Przeciągnęłam się wiedząc, że jestem wyspana. Wzięłam telefon do ręki, żeby sprawdzić, która godzina. "11.02"
"No, to czas wstać"- pomyślałam.
Poszłam do łazienki i przemyłam twarz. Uczesałam się w warkocz i umalowałam się. Ubrałam się zgodnie do pogody, przez okno do łazienki wpadały bardzo gęsto promienie słoneczne. Termometr pokazywał 35 stopni. Zeszłam po schodach na dół, a na stole zauważyłam dwie kartki. Pierwsza była listą zakupów, a na drugiej było napisane:
"Zrobiłam ci kanapki, leżą na blacie. Przepraszam, że tylko tyle, ale bardzo się spieszę."
Na talerzu leżało kilka kromek chleba. Zjadłam je, a następnie sprawdziłam listę zakupów.
"Mleko, cukier, jedna paczka ryżu, kawa..." I tak dalej. Ciocia zostawiła też pieniądze na te zakupy, więc chwyciłam kartkę, banknot i włożyłam do mojej małej torebki. Klucz, który również leżał na stole wzięłam do ręki. Wyszłam z domu i zamknęłam drzwi. Następnie rozejrzałam się dookoła w poszukiwaniu sklepu. Po chwili znalazłam jakiś rzucający się w oczy supermarket. Ruszyłam więc w jego stronę. Kiedy przekroczyłam oszklone drzwi przede mną rozpościerały się wyładowane po brzegi, mosiężne półki. Mnóstwo kolorowych artykułów przyciągało wzrok. Powoli zaczęłam mijać kolejne rzeczy w poszukiwaniu tych potrzebnych. Po niedługim czasie wszystko z listy było kupione. Postanowiłam wrócić z powrotem do domu. Rozpakowałam zakupy, a potem poszłam do swojego pokoju. Usiadłam przy torbie, którą zostawiłam na środku. Pierwszą rzeczą, którą z niej wyjęłam była moja teczka, znajdowały się tam plakaty z moim ulubionym zespołem, Big Time Rush. Otworzyłam ją i rozłożyłam wszystkie plakaty przed sobą. Chwyciłam taśmę i nożyczki, które również zapakowałam, a następnie powiesiłam kilka obrazków z gazet na ścianie. Chciałam, żeby ten pokój, przez te dwa miesiące wyglądał jak mój. Gdy wszystkie wisiały już na odpowiednim miejscu, stanęłam przed nimi i zaczęłam się im bacznie przyglądać.
"Dziwne. Niedawno chciałam choć raz ich zobaczyć, albo dostać ich autograf. A teraz widzę się z nimi niemal codziennie... Jednak marzenia się spełniają"- uśmiechnęłam się sama do siebie.
Stojąc tak, widziałam siebie kilka miesięcy temu, kiedy siedząc u siebie, przeglądałam gazetę. Nagle przyszła mama i powiedziała mi o propozycji wyjazdu. Bez namysłu zgodziłam się, a już po chwili skakałam ze szczęścia. Cały czas zastanawiałam się, czy to nie sen.
"To nie sen..."- znów moje usta ułożyły się w uśmiech.
W końcu "obudziłam się" i postanowiłam rozpakować się do końca. Kolejną rzeczą, którą zobaczyłam w torbie była moja lustrzanka, którą położyłam na półce. Resztę miejsca zajmowały ubrania, które szybko ułożyłam na półce w szafie. Gdy znów spojrzałam na zegarek na wyświetlaczu znajdowała się godzina: 13.00. Wtem zadzwonił dzwonek do drzwi.
*James*
Obudzili mnie Logan i Kendall, którzy od rana grali w jakieś gry i widać bardzo im się podobało. Siedzieli kilka pokoi dalej, a i tak ich słyszałem. Powoli się przeciągnąłem i wyszedłem z pokoju.
-Co się dzieje?- zapytałem stając koło nich i mrużąc oczy, gdy światło zaczęło mnie razić.
-Tylko gramy. Obudziliśmy cię?- odpowiedział blondyn nie spuszczając wzroku z ekranu.
-Tak, obudziliście. W co tak w ogóle gracie?
-W tą nową grę, co kupił Carlos.
-Mhm...- mruknąłem ziewając.
-Dzisiaj też mamy zamiar wypożyczyć film. Obejrzysz z nami?
-Mogę...- powiedziałem kierując się do kuchni.
Rozejrzałem się w poszukiwaniu czegoś, do zrobienia śniadania. Wyjąłem z chlebaka kromkę chleba tostowego, posmarowałem ją masłem i położyłem na nią plasterek wędliny. Kiedy podniosłem ją z blatu i usiadłem przy stole, zbliżył się do mnie Fox, który jeszcze nie dostał nic do jedzenia. Zjadłem szybko kanapkę, a potem nasypałem do miski pupila "psich przysmaków". Dla mnie ani nie pachną, ani nie wyglądają za smacznie, ale ważne, że psu smakuje. W chwili, gdy Fox wylizał miskę do czysta, wypuściłem go na dwór. Potem poszedłem do pokoju, wziąłem z szafy jakieś ubrania i poszedłem do łazienki się ubrać.
Gdy wróciłem do kuchni już ubrany i gotowy do wyjścia,w salonie zastałem Logana z Pam. Oczywiście siedzieli obściskując się nawzajem.
-Ej! Ja na tym blacie kładę jedzenie!-zawołałem do brunetki siedzącej na blacie i tego tam.
Oczywiście zignorowali mnie dalej namiętnie się całując.
Rozejrzałem się w poszukiwaniu Kendalla i Carlosa.Nie było ich.
-Hej, wiecie gdzie są chłopaki?-zapytałem tej parki.Ciekawe,czy mi odpowiedzą...
Oboje mi jedynie wskazali drzwi wyjściowe nie zaprzestając bliskiego kontaktu ze sobą.
-Carlos! Poczekajcie!- zawołałem wyglądając przez drzwi, gdy ich zobaczyłem.
Szybko założyłem buty i podbiegłem do furtki.
-Gdzie idziecie?- zapytałem.
-Idziemy do Martyny, przejdziesz się z nami?
-Dobra, tylko jeszcze coś wezmę.- szybko pobiegłem do swojego pokoju i wziąłem przepustkę, którą obiecałem.
-Ok, już jestem.- powiedziałem otwierając furtkę.
Wprawdzie do domu naszej menagerki jest spory kawałek, ale fajnie jest się przejść z kumplami.
-A tak w ogóle która godzina?- zapytał Kendall spoglądając na mnie.
-Hm...- mruknąłem wyjmując telefon z kieszeni.-12.10.
-Nie sądziłem, że tak długo graliśmy w tą grę.- zaśmiał się Latynos.
Nagle pomyślałem o Weronice. Znów ogarnęło mnie to przyjemne ciepło i po raz kolejny się zamyśliłem.
-James?! Słyszysz mnie?- blondyn zaczął wymachiwać dłonią przed moimi oczami.
-Tak? O co chodzi?- oprzytomniałem.
-Nie słuchałeś.- odrzekł, a jego twarz przybrała dziwny wyraz.
-No... Nie, zamyśliłem się.
-To jeszcze raz. Pytałem się ciebie, którą koszulę wybrać. Tą w niebieską czy czerwoną kratę.
-Ja bym wybrał tą niebieską..
Szliśmy dość długo, ale rozweseliły mnie słowa kolegi, kiedy po dłuższym czasie powiedział:
-O patrzcie, widać już dom Martyny.- Carlos wskazywał palcem na duży, ładny budynek.
Po tych słowach ruszyliśmy trochę szybciej i po chwili byliśmy już przy furtce.
-Ja dzwonię, wy mówicie!- wykrzyknął dla żartu, wciskając guzik od domofonu.
Po chwili w drzwiach pojawiła się Weronika.
-Już was wpuszczam!- zawołała i weszła do środka.
Po chwili byliśmy już na podwórku.
-Cześć.- powiedzieliśmy po kolei wchodząc do przedpokoju.
-Hej.- powitała nas z uśmiechem.
Dzisiaj jak zawsze wyglądała bardzo ładnie.
-Jest twoja ciocia?- zapytał Kendall.
-Nie, pojechała załatwić jeszcze jedną rzecz na koncert. A coś się stało?
-E... No wiesz, chcieliśmy się jej o coś zapytać, ale jak jej nie ma to wrócimy później.
-Przekażę, że byliście.
-Mam coś dla ciebie.- odrzekłem, trzymając w ręku przepustkę.- Proszę.
Podałem jej kartę.
-Dziękuję bardzo.- znów się uśmiechnęła.
-To my się już będziemy zbierać.- Carlos złapał za klamkę.
-Jeżeli chcecie, możecie poczekać, ale ciocia wróci dopiero koło 15.
-To pójdziemy do domu i przyjdziemy później.- kontynuował Latynos.
-Ok, już wam otwieram.-cofnęła się kawałek dalej, żeby nacisnąć przycisk od domofonu.
Już po chwili znów znajdowaliśmy się na chodniku. Szliśmy powoli rozglądając się dookoła.
-Widziałem!- zawołał nagle blondyn.
-Ale co?- zapytałem patrząc na niego ze zdziwieniem.
-Jak się na nią patrzyłeś! Od razu widać, że się w sobie zakochaliście!
Zamurowało mnie. Starałem przypomnieć sobie dzisiejsze spotkanie. Kendall ma rację, na prawdę tak było. Gdy ją zobaczyłem znów wpatrywaliśmy się w siebie, a ona uśmiechnęła się do mnie. Nie odezwałem się już do nich. Idąc myślałem tylko i wyłącznie o niej. Przez to, prawie walnąłem w słup.
Kiedy znów przekroczyłem drzwi swojego pokoju, położyłem się na łóżku i wpatrywałem się w sufit.
"To chyba miłość"- pomyślałem.
Zamknąłem oczy i dalej przypominałem sobie każdą chwilę z nią spędzoną.
*Weronika*
Gdy chłopaki opuścili podwórko, usiadłam na kanapie w salonie i zaczęłam rozmyślać. Po raz kolejny rozmarzyłam się o kilku poprzednich dniach. Pamiętałam o tym, kiedy to ustami dotknęłam jego policzka. Na mojej twarzy od razu pojawił się uśmiech. Wiem, że musiałam wyglądać na prawdę głupio uśmiechając się do siebie, ale...
"To chyba miłość"- pomyślałam.
Dwie godziny później...
-Weronika! Jestem!- usłyszałam trzaśnięcie drzwi.
Wyszłam z pokoju i zbiegłam po schodach.
-I co? Udało się?- zapytałam bardzo podekscytowana.
-Tak, na całe szczęście.- wyglądała, jakby bardzo jej ulżyło.
-Zrobiłam zakupy.- powiedziałam przypominając sobie o tym, co dzisiaj robiłam.
-Dziękuję ci bardzo.- odetchnęła z ulgą.- Udało się wszystko załatwić.
-Bardzo się cieszę, bo już dostałam bilet i przepustkę.- uśmiechnęłam się na sama myśl o osobie, od której je dostałam.
-Pójdę się teraz przebrać.- wskazała palcem schody i powoli weszła na górę.
Ja cały czas się uśmiechałam, nie mogłam przestać o nim myśleć. W tej chwili uświadomiłam sobie, że prawie cały czas o nim pamiętam. Rano, kiedy wstaję, kiedy jem śniadanie, gdy kładę się spać... Praktycznie co chwila. Stałam tak w korytarzu i rozmyślałam.
-Coś się stało?- padło pytanie, kiedy ciocia zeszła po schodach.
-Nie, nic. Zamyśliłam się.- oderwałam wzrok od jednego punktu, w który cały czas się wpatrywałam.
-Mam do ciebie jeszcze jedną prośbę.- oznajmiła nagle.- Czy mogłabyś się przejść do domu chłopaków, dać im do podpisania jeden dokument?
-Ok, nie ma problemu.- odrzekłam.
-Może byś coś zjadła?- po tych słowach przypomniałam sobie, że jadłam tylko śniadanie.
-No... Mogłabym.
Ciocia przygotowała na szybko "spóźniony obiad" i opowiadała, co robiła. Już wiem, że praca menagera jest bardzo ciężka. Kiedy talerze zostały puste, zgłosiłam się, żeby pozmywać. Znów pomyślałam o tym samym, co cały czas siedziało w mojej głowie od początku przyjazdu. Cały czas w mojej głowie kłębiły się te same myśli i wspomnienia. Gdy już wszystkie naczynia znalazły się w suszarce, ciocia podała mi teczkę z dokumentem i wytłumaczyła drogę do domu chłopaków. Przerzuciłam torebkę przez ramię, założyłam buty i pomaszerowałam w stronę furtki. Szłam powoli chodnikiem, rozmyślając o tych wakacjach.
"Najlepsze wakacje? A może jeszcze lepsze?"- po raz kolejny tego dnia się uśmiechnęłam.
Spojrzałam na godzinę, która wyświetliła się na telefonie. "16.04"
Po około godzinie pojawił się piękny, duży dom. Na skrzynce widniały cztery nazwiska:
"Pena, Henderson, Maslow i Schmidcht."
Po podwórku biegał Fox. Nacisnęłam guziczek od domofonu.
-Słucham?- usłyszałam znajomy głos.
-Cześć, to ja, Weronika.
-Już cię wpuszczam.
Po tych słowach usłyszałam charakterystyczny dźwięk otwierania "automatycznej" furtki.
-Cześć, przyniosłam dla was jakiś dokument do podpisania.- przekroczyłam próg i podałam Kendallowi teczkę.
-Zapraszam do środka.- chłopak wskazał wnętrze domu.
*James*
-James! Chodź zjemy obiad!- poczułem zapach popisowego dania Carlosa.
Szybko otworzyłem drzwi i pokonałem schody. Gdy dotarłem do jadalni przy stole siedziała już grupka osób. Logan z Pam, Carlos i Kendall. Przysiadłem się do stołu i wtedy "kucharz" wstał i nałożył wszystkim na talerze tortille. Wszyscy bardzo szybko zjedli swoje porcje, tak więc po chwili talerze trafiły do zmywarki.
-Ej, to jaki film chcecie obejrzeć?- zapytał blondyn.
-Może tym razem nie horror.- zaczęła Pam.
-No dobra, to może... komedia?- zapytał Logan.
-Lepsze niż jakieś "bardzo straszne" filmy.- zażartował nasz kucharz.
-No to przejdę się do wypożyczalni.- podsumował Kendall i ruszył w stronę przedpokoju.
Ja wyszedłem z kuchni i stanąłem na pierwszym stopniu, chcąc znów iść do siebie. Nagle przybiegł do mnie Fox.
-Idziesz ze mną?- spojrzałem na pupila.
W odpowiedzi radośnie zamerdał ogonem i ruszył na górę. Otworzyłem przed nim drzwi i razem weszliśmy do pokoju, potem zamknąłem je za sobą. Usiadłem na łóżku i dłonią poklepałem miejsce koło siebie, pies szybko wskoczył na pościel i przytulił się do mnie.
Dwie godziny później...
Kendall wrócił z całym maratonem filmów, więc będzie co oglądać. Leżąc z Foxem na łóżku, przysnąłem i spałem jakieś pół godziny, obudził mnie Carlos rozmawiając w pokoju obok przez telefon z Victorią. Z tego, co usłyszałem bardzo długo musiał ją namawiać, żeby przyszła. W końcu się zgodziła. Umówiliśmy się, że będziemy oglądać koło 18.00, a ja zgłosiłem się, że zrobię zakupy. Popcorn, napoje i takie tam. Zszedłem na dół i wypuściłem mojego zwierzaka na dwór.
-No dobra, to co mam jeszcze kupić?- zwróciłem się do Kendalla.
-Hm... Możesz wziąć jeszcze kilka paczek chipsów. Ale masz jeszcze czas, zobacz jakie filmy wybrałem.- podał mi kilka pudełek z płytami.
Komedia, komedia, horror (miejmy nadzieję, że prawdziwy), jakiś przygodowy, akcji i jeszcze parę.
-Mogą być.- powiedziałem odkładając opakowania na stół.
Po chwili usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. O dziwo, Fox nie szczekał, chociaż robił to zawsze gdy ktoś przechodził lub stawał koło naszego ogrodzenia.
Blondyn ruszył w stronę urządzenia, które otwiera furtkę.
-Słucham?- odrzekł do słuchawki.
-Cześć, to ja, Weronika.- usłyszałem znajomy głos z małej skrzyneczki.
-Już cię wpuszczam.
Po chwili w przedpokoju stała przed chwilą wspomniana dziewczyna.
-Cześć, przyniosłam dla was jakiś dokument do podpisania.- odrzekła podając Kendallowi teczkę.
-Zapraszam do środka.- kolega wskazał wnętrze domu.
-Cześć.- rzekłem, gdy znów się zobaczyliśmy.
-Hej.- uśmiechnęła się.- No, więc musicie podpisać i nie będę wam przeszkadzać.
-Możesz u nas zostać, dziś oglądamy filmy.- starałem się spojrzeć na nią błagalnym wzrokiem.
-Dobrze, zostanę.- znów się uśmiechnęła.
-To ja pójdę na zakupy i zaraz wracam.
-Mogę z tobą pójść?- powiedziała to tonem małego dziecka proszącego o cukierka.
-No dobra...- mój głos za to brzmiał jak ojca, który zgodził się tą rzecz kupić.
Założyłem buty i pokierowaliśmy się w stronę chodnika. Szliśmy powoli, na początku w ciszy, ale to było tak niezręczne jak wtedy w studiu, więc postanowiłem zagadać.
-Jak ci mija pierwszy weekend za granicą?
-W miarę dobrze.- po raz kolejny uśmiechnęła się, odrywając wzrok od kostki.
-Mamy kilka filmów do obejrzenia.- powiedziałem chcąc zmienić temat.
-Mhm.- mruknęła.
Brawo dla mnie, jak zawsze wiem co powiedzieć. Znów zapanowała niezręczna cisza. Zastanawiałem się co powiedzieć. W końcu wymyśliłem:
-W piątek po pracy zabiorę cię do wesołego miasteczka, tak, jak obiecałem.
-Na prawdę nie musisz.- jeszcze raz na jej twarzy pojawił się piękny, szczery uśmiech.
-Muszę dotrzymać słowa.
-To ten sklep?- wskazała duży budynek w oddali, na frontowej ścianie wisiał napis: "SUPER MARKET".
-Tak, to tu.- przyspieszyliśmy, żeby szybciej dotrzeć na miejsce.
Po chwili znaleźliśmy się już w sklepie.
-Ok, to co mamy kupić?- zapytała spoglądając na mnie.
-Wszystko jest tu napisane.- wyjąłem z kieszeni i podałem jej złożoną w mały prostokącik listę zakupów.
Szybko przeczytała zawartość karteczki, a następnie oddała mi ją z powrotem. Rozejrzała się dookoła, a potem złapała koszyk i ruszyła w stronę jednej z półek.
-No to, chipsy, popcorn...- po kolei wyliczała wszystko, co wkładała do koszyka, kiedy do niej podszedłem.
------
Po dłuższym czasie łażenia między kolejnymi rzędami przeróżnych artykułów, dotarliśmy z pełnym koszykiem do kas. Przed nami rozciągała się gigantyczna kolejka, więc stanęliśmy na końcu i zaczęliśmy rozmawiać:
-To czym się w Polsce zajmujesz?- zapytałem.
-Studiuję, chcę mieć w przyszłości własną wytwórnię.
-Mhm. I jak długo się uczysz?
-Dwa lata. Jeszcze trzy i koniec.- kolejka powoli posuwała się do przodu. Nasze (ojeju, jak to fajnie brzmi) zakupy przesuwały się na taśmie w stronę kasjerki. Po niedługim czasie miałem już w ręku siatkę i paragon. Przeszliśmy przez przejście dla pieszych i po raz kolejny staliśmy na chodniku.
-Czyli interesuje cię branża muzyczna?- kontynuowałem temat.
-Tak, jakoś tak wyszło.
-A lubisz śpiewać?
-Tak, nawet. Ale nie tak profesjonalnie jak wy.
-Zaśpiewaj coś.- poprosiłem.
-Ja? Nie... Nie nadaję się.- wyjąkała.
-Oj, no weź...- szturchnąłem ją ramieniem.
-Może nie teraz.- wskazała na wszystkich idących ludzi. Tłumy wracające z pracy zajmowały całe chodniki.
-To zaśpiewasz w poniedziałek w studiu.- oznajmiłem.
-Muszę?- zapytała błagalnym tonem.
-Musisz.- uśmiechnąłem się.
-No niech ci będzie.- westchnęła.
------
Po jakimś czasie byliśmy już w przedpokoju.
-Jesteśmy!- zawołałem stawiając zakupy na podłodze i zdejmując buty.
-No, nareszcie.- usłyszałem głos wstającego z kanapy Carlosa.
-Tak długo nas nie było?- zapytała Weronika, stawiając buty tuż obok moich.
-Wiesz...- spojrzał na zegarek.- Jest 17.15...
-Tylko robiliśmy zakupy, kolejka była długa.- powiedziałem.
Carlos wrócił z powrotem do salonu, a ja wziąłem siatkę i poszedłem do kuchni. Moja towarzyszka pomogła mi wszystko przygotować. Porozsypywała chrupki do kolorowych misek, a ja złapałem butelkę napoju, siedem plastikowych kubeczków i zanieśliśmy to wszystko do salonu.
*Weronika*
Dzierżąc w ręku dwa naczynia z przekąskami, skierowałam się wraz z Jamesem do salonu. Na kanapie siedziały dwie dziewczyny, jedna kogoś mi przypominała, i trzech chłopaków.
-Cześć.- powiedziałam stawiając jedzenie na stole.
-Hej.- odpowiedzieli niektórzy.
-Hej.- zawtórowali im inni.
Przez chwilę rozmawiałam z dziewczyną, która siedziała przy Carlosie. Okazało się, że Victoria (tak ma na imię) była kiedyś moją sąsiadką. Wspominałyśmy, jak się razem bawiłyśmy (jak ja bym chciała wrócić do tych czasów).
-Może byśmy już zaczęli?!- przerwał nam po pewnym czasie Kendall, byłyśmy wtedy pogrążone w rozmowie.
-Ok, już.- usiadłam obok Jamesa.
*James*
Weronika usiadła koło mnie, a Kendall wstał, żeby włączyć film. Nagle przybiegł Fox, wskoczył na kanapę i położył się obok niej.
-Widać Fox cię polubił.- powiedział Logan.
-Tak? Ja po prostu lubię psy.-odpowiedziała z uśmiechem, głaszcząc zwierzaka.
-Najczęściej kładzie się obok Jamesa.- dokończył.
-O, jeżeli chcesz mogę się przesunąć.- zwróciła się do mnie.
-Nie, to mi nie przeszkadza.- uśmiechnąłem się w jej stronę.
Dziewczyna przytuliła zwierzaka, głaskała go, a jemu bardzo się to podobało. Po kilku minutach Kendall włączył film. Weronika przysunęła się nieznacznie do mnie i zaczęła oglądać. W trakcie seansu wyjęła telefon i zaczęła cichutko stukać w dotykową klawiaturę.
-Co robisz?- wyszeptałem, żeby nikomu nie przeszkadzać.
-Piszę do cioci, że wrócę później.- odrzekła, również szeptem.
Olśniło mnie, że skończymy oglądać bardzo późno i zabrałem jej telefon.
-Ej, dlaczego...
-Cii...- nie dałem jej skończyć.
Napisałem do Martyny, jako Weronika, że zostanie u nas na noc.
-Ale przecież...
-Po naszych ulicach, w nocy, kręci się bardzo dużo dziwnych ludzi. Bardzo dziwnych.- znów jej przerwałem.- Więc zostajesz na noc.
-Ale tylko będę przeszkadzać.
-Wcale nie.- dokończyłem i na tym skończyła się ta "szeptana dyskusja".
Minęło z półtorej godziny, a film powoli dobiegał końca. Następny miał być horror. I był. Tym razem straszny i to na prawdę. Dziewczyny kilka razy zasłaniały oczu, kiedy pojawiała się jakaś straszna scena. Podczas tych dwóch filmów siedzieliśmy z Weroniką prawie przytuleni do siebie.
----------
Która godzina?- wymamrotał po kilku filmach Logan.
-22.56- odpowiedział Carlos sprawdzając godzinę.- Jeszcze został nam ten film i jedna komedia.
Nikt nie był jakoś bardzo rozentuzjazmowany, wszyscy siedzieli cicho. Minuty mijały, a sceny z filmu stawały się coraz nudniejsze. Weronika usnęła oparta o moje ramię. Kendall po mojej prośbie przyniósł i koc, którym przykryłem siebie i siedzącą obok siebie blondynkę. Moje powieki stawały się coraz cięższe, a po chwili zupełnie opadły.
-Obudziłem się w środku nocy i nikogo już nie było. Tylko ja, Fox i oparta o mnie piękna dziewczyna. Wszyscy poza nami poszli na górę. Rozejrzałem się dookoła, zamknąłem oczy i zasnąłem.
---------
Mam nadzieję, że się podoba ;3
Starałam się i wydaje mi się, że wyszedł całkiem nieźle.
Dziękuję za przeczytanie.
I strój:

Dzisiaj obudziła mnie ciocia, bardzo głośno krzątająca się po pokojach. Przetarłam oczy i spojrzałam na zegarek stojący na małej szafeczce. "8.14"- wskazywały podświetlone cyferki. Powoli wstałam z łóżka i podeszłam do drzwi. Otworzyłam je i lekko wychyliłam głowę. Siostra mojej mamy biegała po całym domu mówiąc do siebie:
-Gdzie to jest?! Przecież nie mogłam tego zgubić!
-Co się stało?- zapytałam chrypliwym głosem.
-Zgubiłam bardzo ważną teczkę. Taką pomarańczową, nie widziałaś jej?
-Nie, ale mogę pomóc poszukać.- wyszłam z pokoju i zaczęłam powoli rozglądać się wokół siebie.
Zeszłam na dół i skierowałam się do salonu. W oszklonej komodzie zauważyłam kilka książek.
"Sprawdźmy tu..."- pomyślałam i otworzyłam drzwiczki.
Pomiędzy książkami skryła się poszukiwana pomarańczowa teczka.
-Ciociu, mam!- zawołałam.
-Ojejku, dziękuję ci. Bez niej nie zrobiłabym niczego na koncert.- podekscytowana zbiegła po schodach.
-Nie ma za co, a teraz jeszcze pójdę się położyć.- powiedziałam przeciągając się.
-Dobrze, o 10 może mnie już nie być, a zapasowe klucze położę ci na stole w kuchni.
-Ok.- ziewnęłam.
Znów położyłam się do łóżka, zakopując się pod kołdrą. Szybko usnęłam.
------------------
Tym razem obudziłam się sama. Przeciągnęłam się wiedząc, że jestem wyspana. Wzięłam telefon do ręki, żeby sprawdzić, która godzina. "11.02"
"No, to czas wstać"- pomyślałam.
Poszłam do łazienki i przemyłam twarz. Uczesałam się w warkocz i umalowałam się. Ubrałam się zgodnie do pogody, przez okno do łazienki wpadały bardzo gęsto promienie słoneczne. Termometr pokazywał 35 stopni. Zeszłam po schodach na dół, a na stole zauważyłam dwie kartki. Pierwsza była listą zakupów, a na drugiej było napisane:
"Zrobiłam ci kanapki, leżą na blacie. Przepraszam, że tylko tyle, ale bardzo się spieszę."
Na talerzu leżało kilka kromek chleba. Zjadłam je, a następnie sprawdziłam listę zakupów.
"Mleko, cukier, jedna paczka ryżu, kawa..." I tak dalej. Ciocia zostawiła też pieniądze na te zakupy, więc chwyciłam kartkę, banknot i włożyłam do mojej małej torebki. Klucz, który również leżał na stole wzięłam do ręki. Wyszłam z domu i zamknęłam drzwi. Następnie rozejrzałam się dookoła w poszukiwaniu sklepu. Po chwili znalazłam jakiś rzucający się w oczy supermarket. Ruszyłam więc w jego stronę. Kiedy przekroczyłam oszklone drzwi przede mną rozpościerały się wyładowane po brzegi, mosiężne półki. Mnóstwo kolorowych artykułów przyciągało wzrok. Powoli zaczęłam mijać kolejne rzeczy w poszukiwaniu tych potrzebnych. Po niedługim czasie wszystko z listy było kupione. Postanowiłam wrócić z powrotem do domu. Rozpakowałam zakupy, a potem poszłam do swojego pokoju. Usiadłam przy torbie, którą zostawiłam na środku. Pierwszą rzeczą, którą z niej wyjęłam była moja teczka, znajdowały się tam plakaty z moim ulubionym zespołem, Big Time Rush. Otworzyłam ją i rozłożyłam wszystkie plakaty przed sobą. Chwyciłam taśmę i nożyczki, które również zapakowałam, a następnie powiesiłam kilka obrazków z gazet na ścianie. Chciałam, żeby ten pokój, przez te dwa miesiące wyglądał jak mój. Gdy wszystkie wisiały już na odpowiednim miejscu, stanęłam przed nimi i zaczęłam się im bacznie przyglądać.
"Dziwne. Niedawno chciałam choć raz ich zobaczyć, albo dostać ich autograf. A teraz widzę się z nimi niemal codziennie... Jednak marzenia się spełniają"- uśmiechnęłam się sama do siebie.
Stojąc tak, widziałam siebie kilka miesięcy temu, kiedy siedząc u siebie, przeglądałam gazetę. Nagle przyszła mama i powiedziała mi o propozycji wyjazdu. Bez namysłu zgodziłam się, a już po chwili skakałam ze szczęścia. Cały czas zastanawiałam się, czy to nie sen.
"To nie sen..."- znów moje usta ułożyły się w uśmiech.
W końcu "obudziłam się" i postanowiłam rozpakować się do końca. Kolejną rzeczą, którą zobaczyłam w torbie była moja lustrzanka, którą położyłam na półce. Resztę miejsca zajmowały ubrania, które szybko ułożyłam na półce w szafie. Gdy znów spojrzałam na zegarek na wyświetlaczu znajdowała się godzina: 13.00. Wtem zadzwonił dzwonek do drzwi.
*James*
Obudzili mnie Logan i Kendall, którzy od rana grali w jakieś gry i widać bardzo im się podobało. Siedzieli kilka pokoi dalej, a i tak ich słyszałem. Powoli się przeciągnąłem i wyszedłem z pokoju.
-Co się dzieje?- zapytałem stając koło nich i mrużąc oczy, gdy światło zaczęło mnie razić.
-Tylko gramy. Obudziliśmy cię?- odpowiedział blondyn nie spuszczając wzroku z ekranu.
-Tak, obudziliście. W co tak w ogóle gracie?
-W tą nową grę, co kupił Carlos.
-Mhm...- mruknąłem ziewając.
-Dzisiaj też mamy zamiar wypożyczyć film. Obejrzysz z nami?
-Mogę...- powiedziałem kierując się do kuchni.
Rozejrzałem się w poszukiwaniu czegoś, do zrobienia śniadania. Wyjąłem z chlebaka kromkę chleba tostowego, posmarowałem ją masłem i położyłem na nią plasterek wędliny. Kiedy podniosłem ją z blatu i usiadłem przy stole, zbliżył się do mnie Fox, który jeszcze nie dostał nic do jedzenia. Zjadłem szybko kanapkę, a potem nasypałem do miski pupila "psich przysmaków". Dla mnie ani nie pachną, ani nie wyglądają za smacznie, ale ważne, że psu smakuje. W chwili, gdy Fox wylizał miskę do czysta, wypuściłem go na dwór. Potem poszedłem do pokoju, wziąłem z szafy jakieś ubrania i poszedłem do łazienki się ubrać.
Gdy wróciłem do kuchni już ubrany i gotowy do wyjścia,w salonie zastałem Logana z Pam. Oczywiście siedzieli obściskując się nawzajem.
-Ej! Ja na tym blacie kładę jedzenie!-zawołałem do brunetki siedzącej na blacie i tego tam.
Oczywiście zignorowali mnie dalej namiętnie się całując.
Rozejrzałem się w poszukiwaniu Kendalla i Carlosa.Nie było ich.
-Hej, wiecie gdzie są chłopaki?-zapytałem tej parki.Ciekawe,czy mi odpowiedzą...
Oboje mi jedynie wskazali drzwi wyjściowe nie zaprzestając bliskiego kontaktu ze sobą.
-Carlos! Poczekajcie!- zawołałem wyglądając przez drzwi, gdy ich zobaczyłem.
Szybko założyłem buty i podbiegłem do furtki.
-Gdzie idziecie?- zapytałem.
-Idziemy do Martyny, przejdziesz się z nami?
-Dobra, tylko jeszcze coś wezmę.- szybko pobiegłem do swojego pokoju i wziąłem przepustkę, którą obiecałem.
-Ok, już jestem.- powiedziałem otwierając furtkę.
Wprawdzie do domu naszej menagerki jest spory kawałek, ale fajnie jest się przejść z kumplami.
-A tak w ogóle która godzina?- zapytał Kendall spoglądając na mnie.
-Hm...- mruknąłem wyjmując telefon z kieszeni.-12.10.
-Nie sądziłem, że tak długo graliśmy w tą grę.- zaśmiał się Latynos.
Nagle pomyślałem o Weronice. Znów ogarnęło mnie to przyjemne ciepło i po raz kolejny się zamyśliłem.
-James?! Słyszysz mnie?- blondyn zaczął wymachiwać dłonią przed moimi oczami.
-Tak? O co chodzi?- oprzytomniałem.
-Nie słuchałeś.- odrzekł, a jego twarz przybrała dziwny wyraz.
-No... Nie, zamyśliłem się.
-To jeszcze raz. Pytałem się ciebie, którą koszulę wybrać. Tą w niebieską czy czerwoną kratę.
-Ja bym wybrał tą niebieską..
Szliśmy dość długo, ale rozweseliły mnie słowa kolegi, kiedy po dłuższym czasie powiedział:
-O patrzcie, widać już dom Martyny.- Carlos wskazywał palcem na duży, ładny budynek.
Po tych słowach ruszyliśmy trochę szybciej i po chwili byliśmy już przy furtce.
-Ja dzwonię, wy mówicie!- wykrzyknął dla żartu, wciskając guzik od domofonu.
Po chwili w drzwiach pojawiła się Weronika.
-Już was wpuszczam!- zawołała i weszła do środka.
Po chwili byliśmy już na podwórku.
-Cześć.- powiedzieliśmy po kolei wchodząc do przedpokoju.
-Hej.- powitała nas z uśmiechem.
Dzisiaj jak zawsze wyglądała bardzo ładnie.
-Jest twoja ciocia?- zapytał Kendall.
-Nie, pojechała załatwić jeszcze jedną rzecz na koncert. A coś się stało?
-E... No wiesz, chcieliśmy się jej o coś zapytać, ale jak jej nie ma to wrócimy później.
-Przekażę, że byliście.
-Mam coś dla ciebie.- odrzekłem, trzymając w ręku przepustkę.- Proszę.
Podałem jej kartę.
-Dziękuję bardzo.- znów się uśmiechnęła.
-To my się już będziemy zbierać.- Carlos złapał za klamkę.
-Jeżeli chcecie, możecie poczekać, ale ciocia wróci dopiero koło 15.
-To pójdziemy do domu i przyjdziemy później.- kontynuował Latynos.
-Ok, już wam otwieram.-cofnęła się kawałek dalej, żeby nacisnąć przycisk od domofonu.
Już po chwili znów znajdowaliśmy się na chodniku. Szliśmy powoli rozglądając się dookoła.
-Widziałem!- zawołał nagle blondyn.
-Ale co?- zapytałem patrząc na niego ze zdziwieniem.
-Jak się na nią patrzyłeś! Od razu widać, że się w sobie zakochaliście!
Zamurowało mnie. Starałem przypomnieć sobie dzisiejsze spotkanie. Kendall ma rację, na prawdę tak było. Gdy ją zobaczyłem znów wpatrywaliśmy się w siebie, a ona uśmiechnęła się do mnie. Nie odezwałem się już do nich. Idąc myślałem tylko i wyłącznie o niej. Przez to, prawie walnąłem w słup.
Kiedy znów przekroczyłem drzwi swojego pokoju, położyłem się na łóżku i wpatrywałem się w sufit.
"To chyba miłość"- pomyślałem.
Zamknąłem oczy i dalej przypominałem sobie każdą chwilę z nią spędzoną.
*Weronika*
Gdy chłopaki opuścili podwórko, usiadłam na kanapie w salonie i zaczęłam rozmyślać. Po raz kolejny rozmarzyłam się o kilku poprzednich dniach. Pamiętałam o tym, kiedy to ustami dotknęłam jego policzka. Na mojej twarzy od razu pojawił się uśmiech. Wiem, że musiałam wyglądać na prawdę głupio uśmiechając się do siebie, ale...
"To chyba miłość"- pomyślałam.
Dwie godziny później...
-Weronika! Jestem!- usłyszałam trzaśnięcie drzwi.
Wyszłam z pokoju i zbiegłam po schodach.
-I co? Udało się?- zapytałam bardzo podekscytowana.
-Tak, na całe szczęście.- wyglądała, jakby bardzo jej ulżyło.
-Zrobiłam zakupy.- powiedziałam przypominając sobie o tym, co dzisiaj robiłam.
-Dziękuję ci bardzo.- odetchnęła z ulgą.- Udało się wszystko załatwić.
-Bardzo się cieszę, bo już dostałam bilet i przepustkę.- uśmiechnęłam się na sama myśl o osobie, od której je dostałam.
-Pójdę się teraz przebrać.- wskazała palcem schody i powoli weszła na górę.
Ja cały czas się uśmiechałam, nie mogłam przestać o nim myśleć. W tej chwili uświadomiłam sobie, że prawie cały czas o nim pamiętam. Rano, kiedy wstaję, kiedy jem śniadanie, gdy kładę się spać... Praktycznie co chwila. Stałam tak w korytarzu i rozmyślałam.
-Coś się stało?- padło pytanie, kiedy ciocia zeszła po schodach.
-Nie, nic. Zamyśliłam się.- oderwałam wzrok od jednego punktu, w który cały czas się wpatrywałam.
-Mam do ciebie jeszcze jedną prośbę.- oznajmiła nagle.- Czy mogłabyś się przejść do domu chłopaków, dać im do podpisania jeden dokument?
-Ok, nie ma problemu.- odrzekłam.
-Może byś coś zjadła?- po tych słowach przypomniałam sobie, że jadłam tylko śniadanie.
-No... Mogłabym.
Ciocia przygotowała na szybko "spóźniony obiad" i opowiadała, co robiła. Już wiem, że praca menagera jest bardzo ciężka. Kiedy talerze zostały puste, zgłosiłam się, żeby pozmywać. Znów pomyślałam o tym samym, co cały czas siedziało w mojej głowie od początku przyjazdu. Cały czas w mojej głowie kłębiły się te same myśli i wspomnienia. Gdy już wszystkie naczynia znalazły się w suszarce, ciocia podała mi teczkę z dokumentem i wytłumaczyła drogę do domu chłopaków. Przerzuciłam torebkę przez ramię, założyłam buty i pomaszerowałam w stronę furtki. Szłam powoli chodnikiem, rozmyślając o tych wakacjach.
"Najlepsze wakacje? A może jeszcze lepsze?"- po raz kolejny tego dnia się uśmiechnęłam.
Spojrzałam na godzinę, która wyświetliła się na telefonie. "16.04"
Po około godzinie pojawił się piękny, duży dom. Na skrzynce widniały cztery nazwiska:
"Pena, Henderson, Maslow i Schmidcht."
Po podwórku biegał Fox. Nacisnęłam guziczek od domofonu.
-Słucham?- usłyszałam znajomy głos.
-Cześć, to ja, Weronika.
-Już cię wpuszczam.
Po tych słowach usłyszałam charakterystyczny dźwięk otwierania "automatycznej" furtki.
-Cześć, przyniosłam dla was jakiś dokument do podpisania.- przekroczyłam próg i podałam Kendallowi teczkę.
-Zapraszam do środka.- chłopak wskazał wnętrze domu.
*James*
-James! Chodź zjemy obiad!- poczułem zapach popisowego dania Carlosa.
Szybko otworzyłem drzwi i pokonałem schody. Gdy dotarłem do jadalni przy stole siedziała już grupka osób. Logan z Pam, Carlos i Kendall. Przysiadłem się do stołu i wtedy "kucharz" wstał i nałożył wszystkim na talerze tortille. Wszyscy bardzo szybko zjedli swoje porcje, tak więc po chwili talerze trafiły do zmywarki.
-Ej, to jaki film chcecie obejrzeć?- zapytał blondyn.
-Może tym razem nie horror.- zaczęła Pam.
-No dobra, to może... komedia?- zapytał Logan.
-Lepsze niż jakieś "bardzo straszne" filmy.- zażartował nasz kucharz.
-No to przejdę się do wypożyczalni.- podsumował Kendall i ruszył w stronę przedpokoju.
Ja wyszedłem z kuchni i stanąłem na pierwszym stopniu, chcąc znów iść do siebie. Nagle przybiegł do mnie Fox.
-Idziesz ze mną?- spojrzałem na pupila.
W odpowiedzi radośnie zamerdał ogonem i ruszył na górę. Otworzyłem przed nim drzwi i razem weszliśmy do pokoju, potem zamknąłem je za sobą. Usiadłem na łóżku i dłonią poklepałem miejsce koło siebie, pies szybko wskoczył na pościel i przytulił się do mnie.
Dwie godziny później...
Kendall wrócił z całym maratonem filmów, więc będzie co oglądać. Leżąc z Foxem na łóżku, przysnąłem i spałem jakieś pół godziny, obudził mnie Carlos rozmawiając w pokoju obok przez telefon z Victorią. Z tego, co usłyszałem bardzo długo musiał ją namawiać, żeby przyszła. W końcu się zgodziła. Umówiliśmy się, że będziemy oglądać koło 18.00, a ja zgłosiłem się, że zrobię zakupy. Popcorn, napoje i takie tam. Zszedłem na dół i wypuściłem mojego zwierzaka na dwór.
-No dobra, to co mam jeszcze kupić?- zwróciłem się do Kendalla.
-Hm... Możesz wziąć jeszcze kilka paczek chipsów. Ale masz jeszcze czas, zobacz jakie filmy wybrałem.- podał mi kilka pudełek z płytami.
Komedia, komedia, horror (miejmy nadzieję, że prawdziwy), jakiś przygodowy, akcji i jeszcze parę.
-Mogą być.- powiedziałem odkładając opakowania na stół.
Po chwili usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. O dziwo, Fox nie szczekał, chociaż robił to zawsze gdy ktoś przechodził lub stawał koło naszego ogrodzenia.
Blondyn ruszył w stronę urządzenia, które otwiera furtkę.
-Słucham?- odrzekł do słuchawki.
-Cześć, to ja, Weronika.- usłyszałem znajomy głos z małej skrzyneczki.
-Już cię wpuszczam.
Po chwili w przedpokoju stała przed chwilą wspomniana dziewczyna.
-Cześć, przyniosłam dla was jakiś dokument do podpisania.- odrzekła podając Kendallowi teczkę.
-Zapraszam do środka.- kolega wskazał wnętrze domu.
-Cześć.- rzekłem, gdy znów się zobaczyliśmy.
-Hej.- uśmiechnęła się.- No, więc musicie podpisać i nie będę wam przeszkadzać.
-Możesz u nas zostać, dziś oglądamy filmy.- starałem się spojrzeć na nią błagalnym wzrokiem.
-Dobrze, zostanę.- znów się uśmiechnęła.
-To ja pójdę na zakupy i zaraz wracam.
-Mogę z tobą pójść?- powiedziała to tonem małego dziecka proszącego o cukierka.
-No dobra...- mój głos za to brzmiał jak ojca, który zgodził się tą rzecz kupić.
Założyłem buty i pokierowaliśmy się w stronę chodnika. Szliśmy powoli, na początku w ciszy, ale to było tak niezręczne jak wtedy w studiu, więc postanowiłem zagadać.
-Jak ci mija pierwszy weekend za granicą?
-W miarę dobrze.- po raz kolejny uśmiechnęła się, odrywając wzrok od kostki.
-Mamy kilka filmów do obejrzenia.- powiedziałem chcąc zmienić temat.
-Mhm.- mruknęła.
Brawo dla mnie, jak zawsze wiem co powiedzieć. Znów zapanowała niezręczna cisza. Zastanawiałem się co powiedzieć. W końcu wymyśliłem:
-W piątek po pracy zabiorę cię do wesołego miasteczka, tak, jak obiecałem.
-Na prawdę nie musisz.- jeszcze raz na jej twarzy pojawił się piękny, szczery uśmiech.
-Muszę dotrzymać słowa.
-To ten sklep?- wskazała duży budynek w oddali, na frontowej ścianie wisiał napis: "SUPER MARKET".
-Tak, to tu.- przyspieszyliśmy, żeby szybciej dotrzeć na miejsce.
Po chwili znaleźliśmy się już w sklepie.
-Ok, to co mamy kupić?- zapytała spoglądając na mnie.
-Wszystko jest tu napisane.- wyjąłem z kieszeni i podałem jej złożoną w mały prostokącik listę zakupów.
Szybko przeczytała zawartość karteczki, a następnie oddała mi ją z powrotem. Rozejrzała się dookoła, a potem złapała koszyk i ruszyła w stronę jednej z półek.
-No to, chipsy, popcorn...- po kolei wyliczała wszystko, co wkładała do koszyka, kiedy do niej podszedłem.
------
Po dłuższym czasie łażenia między kolejnymi rzędami przeróżnych artykułów, dotarliśmy z pełnym koszykiem do kas. Przed nami rozciągała się gigantyczna kolejka, więc stanęliśmy na końcu i zaczęliśmy rozmawiać:
-To czym się w Polsce zajmujesz?- zapytałem.
-Studiuję, chcę mieć w przyszłości własną wytwórnię.
-Mhm. I jak długo się uczysz?
-Dwa lata. Jeszcze trzy i koniec.- kolejka powoli posuwała się do przodu. Nasze (ojeju, jak to fajnie brzmi) zakupy przesuwały się na taśmie w stronę kasjerki. Po niedługim czasie miałem już w ręku siatkę i paragon. Przeszliśmy przez przejście dla pieszych i po raz kolejny staliśmy na chodniku.
-Czyli interesuje cię branża muzyczna?- kontynuowałem temat.
-Tak, jakoś tak wyszło.
-A lubisz śpiewać?
-Tak, nawet. Ale nie tak profesjonalnie jak wy.
-Zaśpiewaj coś.- poprosiłem.
-Ja? Nie... Nie nadaję się.- wyjąkała.
-Oj, no weź...- szturchnąłem ją ramieniem.
-Może nie teraz.- wskazała na wszystkich idących ludzi. Tłumy wracające z pracy zajmowały całe chodniki.
-To zaśpiewasz w poniedziałek w studiu.- oznajmiłem.
-Muszę?- zapytała błagalnym tonem.
-Musisz.- uśmiechnąłem się.
-No niech ci będzie.- westchnęła.
------
Po jakimś czasie byliśmy już w przedpokoju.
-Jesteśmy!- zawołałem stawiając zakupy na podłodze i zdejmując buty.
-No, nareszcie.- usłyszałem głos wstającego z kanapy Carlosa.
-Tak długo nas nie było?- zapytała Weronika, stawiając buty tuż obok moich.
-Wiesz...- spojrzał na zegarek.- Jest 17.15...
-Tylko robiliśmy zakupy, kolejka była długa.- powiedziałem.
Carlos wrócił z powrotem do salonu, a ja wziąłem siatkę i poszedłem do kuchni. Moja towarzyszka pomogła mi wszystko przygotować. Porozsypywała chrupki do kolorowych misek, a ja złapałem butelkę napoju, siedem plastikowych kubeczków i zanieśliśmy to wszystko do salonu.
*Weronika*
Dzierżąc w ręku dwa naczynia z przekąskami, skierowałam się wraz z Jamesem do salonu. Na kanapie siedziały dwie dziewczyny, jedna kogoś mi przypominała, i trzech chłopaków.
-Cześć.- powiedziałam stawiając jedzenie na stole.
-Hej.- odpowiedzieli niektórzy.
-Hej.- zawtórowali im inni.
Przez chwilę rozmawiałam z dziewczyną, która siedziała przy Carlosie. Okazało się, że Victoria (tak ma na imię) była kiedyś moją sąsiadką. Wspominałyśmy, jak się razem bawiłyśmy (jak ja bym chciała wrócić do tych czasów).
-Może byśmy już zaczęli?!- przerwał nam po pewnym czasie Kendall, byłyśmy wtedy pogrążone w rozmowie.
-Ok, już.- usiadłam obok Jamesa.
*James*
Weronika usiadła koło mnie, a Kendall wstał, żeby włączyć film. Nagle przybiegł Fox, wskoczył na kanapę i położył się obok niej.
-Widać Fox cię polubił.- powiedział Logan.
-Tak? Ja po prostu lubię psy.-odpowiedziała z uśmiechem, głaszcząc zwierzaka.
-Najczęściej kładzie się obok Jamesa.- dokończył.
-O, jeżeli chcesz mogę się przesunąć.- zwróciła się do mnie.
-Nie, to mi nie przeszkadza.- uśmiechnąłem się w jej stronę.
Dziewczyna przytuliła zwierzaka, głaskała go, a jemu bardzo się to podobało. Po kilku minutach Kendall włączył film. Weronika przysunęła się nieznacznie do mnie i zaczęła oglądać. W trakcie seansu wyjęła telefon i zaczęła cichutko stukać w dotykową klawiaturę.
-Co robisz?- wyszeptałem, żeby nikomu nie przeszkadzać.
-Piszę do cioci, że wrócę później.- odrzekła, również szeptem.
Olśniło mnie, że skończymy oglądać bardzo późno i zabrałem jej telefon.
-Ej, dlaczego...
-Cii...- nie dałem jej skończyć.
Napisałem do Martyny, jako Weronika, że zostanie u nas na noc.
-Ale przecież...
-Po naszych ulicach, w nocy, kręci się bardzo dużo dziwnych ludzi. Bardzo dziwnych.- znów jej przerwałem.- Więc zostajesz na noc.
-Ale tylko będę przeszkadzać.
-Wcale nie.- dokończyłem i na tym skończyła się ta "szeptana dyskusja".
Minęło z półtorej godziny, a film powoli dobiegał końca. Następny miał być horror. I był. Tym razem straszny i to na prawdę. Dziewczyny kilka razy zasłaniały oczu, kiedy pojawiała się jakaś straszna scena. Podczas tych dwóch filmów siedzieliśmy z Weroniką prawie przytuleni do siebie.
----------
Która godzina?- wymamrotał po kilku filmach Logan.
-22.56- odpowiedział Carlos sprawdzając godzinę.- Jeszcze został nam ten film i jedna komedia.
Nikt nie był jakoś bardzo rozentuzjazmowany, wszyscy siedzieli cicho. Minuty mijały, a sceny z filmu stawały się coraz nudniejsze. Weronika usnęła oparta o moje ramię. Kendall po mojej prośbie przyniósł i koc, którym przykryłem siebie i siedzącą obok siebie blondynkę. Moje powieki stawały się coraz cięższe, a po chwili zupełnie opadły.
-Obudziłem się w środku nocy i nikogo już nie było. Tylko ja, Fox i oparta o mnie piękna dziewczyna. Wszyscy poza nami poszli na górę. Rozejrzałem się dookoła, zamknąłem oczy i zasnąłem.
---------
Mam nadzieję, że się podoba ;3
Starałam się i wydaje mi się, że wyszedł całkiem nieźle.
Dziękuję za przeczytanie.
I strój:
poniedziałek, 2 września 2013
Rozdział 3 "...nasze spojrzenia znów się spotkały"
*James*
Po pobycie w kawiarni i spacerze do domu Martyny, sam również poszedłem do domu. Byłem bardzo zadowolony i nie myślałem o niczym innym, tylko o tym, że spędziłem dzisiaj superowy dzień. Nacisnąłem klamkę i wszedłem do domu.
-Cześć! Już jestem!- powitałem kolegów.
-James, jest 17.45, a zacząłeś po 14... Co tak długo?- Kendall zerkał na mnie dziwnym wzrokiem.
-Em, no...- zacząłem się jąkać.- Tak jakoś wyszło... Zaprosiłem ją na kawę i nie patrzyłem na zegarek...
-Uuu... James się zakochał!- usłyszałem głos zbiegającego po schodach Carlosa.
-Oj, daj spokój.- powiedziałem i ruszyłem w stronę mojego pokoju.
Przekręciłem klucz w drzwiach (na całe szczęście taki miałem) i położyłem się na łóżku. Nie miałem ochoty słuchać chłopaków, dlatego założyłem słuchawki, puściłem muzykę i myślałem o tym, co się dziś wydarzyło. Cały czas miałem przed oczami jeden obraz- jej piękne, niebieskie oczy w których utonąłem i jej cudowny uśmiech.
Po chwili przypomniałem sobie moment, kiedy delikatnie pocałowała mnie w policzek. Wtedy moje serce zaczęło bić znacznie szybciej.
-James, nie złość się.- usłyszałem pukanie w drzwi.
Zdjąłem słuchawki, zatrzymałem muzykę i podszedłem do drzwi. Przekręciłem klucz i otworzyłem je. Przede mną stał Carlos.
-Stary, gratulacje, masz dziewczynę.- miał zamiar się śmiać, ale się powstrzymał.
-Nie, nie mam dziewczyny.
-Ale przecież mówiłeś, że...
-Zaprosiłem ją tylko na kawę, nic więcej. Znam ją zaledwie dzień.- nie dałem mu dokończyć.
-A... Spoko.- odrzekł, już trochę ciszej.
-Nic się nie stało.- powiedziałem.
-Oglądasz z nami film?- zaczął, chcąc zmienić temat.
-Ok, a nie czekamy na Victorię?
-Dzisiaj nie przyjdzie, pojechała z rodzicami nad jezioro.
-A gdzie Logan?
-Poszedł po Pam.- wyglądał, jakby bardzo tęsknił za swoją dziewczyną, chociaż wyjechała dzisiaj po południu i wraca jutro.
Gdy w naszym domu pojawił się Logan ze swoją dziewczyną, usiedliśmy na kanapie i zaczęliśmy oglądać film. Chłopaki wybrali horror. Nie był ani trochę straszny, sądziłem, że Pam będzie się przytulać do Logana, a ona siedziała niewzruszona i patrzyła się w ekran.
Po tym "horrorze" poszedłem pod prysznic, a potem do swojego pokoju. O dziwo, po chwili zasnąłem.
*Weronika*
Obudziły mnie promienie światła wpadające przez okno i świecące mi prosto w twarz. Zerknęłam na zegarek. "9.16".
"Czas wstać"- pomyślałam. Powoli zeszłam z łóżka i powędrowałam w stronę łazienki. Przemyłam twarz wodą, dzięki czemu nie byłam już tak zaspana. Nagła styczność z zimnem spowodowała, że szeroko otworzyłam oczy i nie przeszkadzało mi już światło. Rozczesałam włosy i związałam je w wysoki kucyk. Chwyciłam za szczoteczkę do zębów i nagle przypomniałam sobie wszystko z wczorajszego dnia. Ogarnęło mnie nagłe ciepło na myśl o spotkaniu.
Umyłam zęby, zastanawiając się w co się ubrać.
Wybrałam ubrania w których wyglądałam ładnie i nie były to ubrania "randkowe" (zdjęcie na dole).
-Weronika! Wstawaj!- usłyszałam nagle z dołu.
-Już nie śpię.- oznajmiłam schodząc po schodach.
-To dobrze, masz śniadanie na stole.- powiedziała wskazując na stół.
-Gdzie będzie ten koncert?- spytałam nabierając na łyżkę trochę płatków.
-Niedaleko stąd. 15 minut i jesteś na miejscu.
-Mhm.- mruknęłam przełykając śniadanie.
Po godzinie byłyśmy już w studiu. W pomieszczeniu była już czwórka chłopaków. Gdy tylko weszłam do środka, zobaczyłam James'a, który wpatrywał się we mnie. Znów pojawiło się to dziwne uczucie: serce zaczęło bić szybciej, oddech przyspieszył, a motylki w brzuchu znowu się pojawiły.
-Cześć.- powiedziałam i przeniosłam wzrok na Kendalla, tym samym zatrzymując przyjemne motylki w brzuchu.
-Cześć.- odrzekli prawie jednocześnie.
Nagle zauważyłam, że blondyn spojrzał się dziwnie na James'a i zabawnie poruszył brwiami.
*James*
Przyszliśmy do studia, a po chwili po chwili pojawiła się Martyna z Weroniką. Gdy tylko weszły do środka, nasze spojrzenia znów się spotkały. Wpatrywałem się w nią, a ona we mnie. Uśmiechnęła się do mnie i powiedziała:
-Cześć.
-Cześć.-odpowiedzieliśmy zgodnie.
Po chwili Weronika przeniosła wzrok gdzie indziej, więc spojrzałem na chłopaków. Kendall patrzył się na mnie tak, jak wtedy w domu.
*Weronika*
Dzisiaj też miałam posprzątać, więc po próbie czekałam na "pomocnika".
"Ciekawe, kogo dziś kolej?"- pomyślałam.
Przyniosłam wszystkie potrzebne rzeczy i zaczęłam myć podłogę w studiu nagraniowym. Nagle usłyszałam skrzypnięcie drzwi, odwróciłam się, by zobaczyć, kto dziś ze mną "pracuje" i za sobą zobaczyłam...
James'a.
-Hej.- powiedział machając do mnie.
-Hej.- odpowiedziałam, znów czując to przyjemne ciepło.
Dokończyłam mycie podłogi, a potem razem ją wypastowaliśmy. Po chwili, całe studio było wysprzątane, więc zebrałam wszystkie przyrządy, których używaliśmy i zaniosłam je do schowka. Kiedy wróciłam z powrotem zapytał dość niepewnie:
-To co? Wyjdziesz dzisiaj ze mną?
-Z chęcią.- rzekłam uśmiechając się.
-Dzisiaj chcę cię zabrać do kina... Jeżeli chcesz...
-Ok, lubię chodzić do kina.- zaśmiałam się.
Szliśmy powoli, rozmawiając. James opowiadał mi o fajnych miejscach w Los Angeles. Ja opowiadałam mu o Polsce. W drodze pokazywał mi różne rzeczy. Jedną z nich było wesołe miasteczko, które wyglądało bardzo fajnie.
-Niedługo będziemy mogli się tu wybrać.- oznajmił z uśmiechem.
Odwzajemniłam uśmiech i szłam dalej.
-Opowiedz mi teraz o sobie.-przerwał nagle opowieści o mieście w którym byliśmy.
-Hm...- zamyśliłam się.- No, więc mieszkam w Polsce, co już wiesz. Lubię grać na gitarze i pianinie oraz trochę śpiewam... Nic ciekawego.
-Każdy jest ciekawy na swój własny sposób.- zatrzymał się.- No, to jesteśmy.
Przed nami rozpościerało się wielkie kino.
-Zapraszam.- James otworzył przede mną drzwi i wskazał wnętrze pomieszczenia.
Weszłam powoli, zastanawiając się, na jaki film pójdziemy.
-To na co chcesz iść?- zapytał stając obok mnie.
-Hm...- zaczęłam powoli przeciągać wzrok po kolejnych plakatach.- Możemy pójść na tą komedię.
James od razu podszedł do kasy i zapłacił. Potem zaprowadził mnie do sali kinowej i wskazał nasze miejsca. Usiedliśmy, a już po chwili wszystkie światła zgasły i zaczęły się reklamy.
-----------------------
Film na ogół był fajny i zabawny. Po wyjściu z kina ruszyliśmy tą samą drogą.
-I jak? Podobał ci się film?- zapytał.
-Tak, był bardzo fajny.
-To miało być takie powitanie w Los Angeles.
-Bardzo ci dziękuję.
-Nie ma za co.- uśmiechnął się.
Nagle usłyszałam dźwięk jego telefonu. Wyjął go z kieszeni, przeczytał szybko zawartość wiadomości i cichutko uderzał w klawiaturę, gdy odpisywał. Kiedy jego komórka z powrotem znalazła się w kieszeni, wziął z drugiej mały prostokącik. Podał mi go i powiedział:
-Proszę, to bilet dla ciebie. W poniedziałek dam ci wejściówkę za kulisy.
-Dziękuję ci.- odpowiedziałam wkładając bilecik do portfela.- Zawsze chciałam być na waszym koncercie.
Znów odprowadził mnie do domu, podziękowałam mu za fajnie spędzony dzień i pomachałam na pożegnanie.
-------------------
-Cześć ciociu.- powiedziałam wchodząc do mieszkania.
-Cześć.- odpowiedziała zapisując coś na kartce.- Jutro muszę coś zawieźć, jest to potrzebne na koncert, zostaniesz sama?
-Tak, nie ma problemu. Rozpakuję się do końca.- oznajmiłam przypominając sobie o torbie, którą zostawiłam na środku pokoju.
-Dobrze, mam jeszcze do ciebie jedną prośbę... Czy mogłabyś zrobić jutro zakupy? Zrobiłam listę.- zaczęła wymachiwać karteczką, którą zapisała.
-Ok.- nagle dostałam SMS'a.- Teraz pójdę do pokoju.- rzekłam wpatrując się w ekran.
Szłam powoli po schodach czytając zawartość wiadomości.
"Jak tam? Mam nadzieję, że dobrze się bawisz.
~mama"
Otworzyłam pomieszczenie i usiadłam na łóżku.
"Wszystko dobrze, bawię się świetnie."- odpisałam.
Byłam w kinie i kawiarni z członkiem BTR i poznałam cały zespół, a także dostałam bilet na ich koncert. Jest jeszcze lepiej niż "świetnie".
Odłożyłam telefon na półkę i położyłam się na łóżku. Ponownie myślałam o dniu wczorajszym, nie zapominając o dzisiejszym. Nagle naszła mnie ochota na spacer, więc wyszłam z pokoju i poszłam do kuchni.
-Ciociu, idę się przejść.- powiedziałam wchodząc do przedpokoju.
-Dobrze, tylko nie wróć za późno.- odpowiedziała ze śmiechem.
Założyłam tramki i pokierowałam się w stronę parku.
*James*
Gdy wróciłem do domu czekał na mnie mój kochany pies- Fox.
-Już jestem!- krzyknąłem głaszcząc pupila.
-James, chodź! Mam już wejściówki!- usłyszałem Kendalla z wnętrza salonu.
-Już idę.- powiedziałem zdejmując buty i kładąc na podłodze.
Blondyn miał rozłożone na ławie 8 wejściówek za kulisy. Koło niego siedzieli też Carlos i Logan.
-To ja biorę jedną dla Pam.- powiedział ten drugi i wziął do ręki plakietkę.
-Ja jedną dla Victorii.- oznajmił Latynos.
-To ja też wezmę.- odrzekłem, wziąłem przepustkę z myślą o Weronice.
-Ok, a dwie muszą zostać dla Martyny i John'a. Czyli zostają jeszcze trzy.
Przyglądaliśmy się wszyscy ławie, każdy myślał, dla kogo zostawić kartę.
-Kendall, a ty nie masz kogoś do zaproszenia?- zapytałem.
-Ja? No nie wiem...- zamyślił się.
-Możemy zaprosić siostrę Pam.- powiedział nagle Logan.
-I brata Victorii.- dołączył Carlos.
Sprawę z przepustkami mieliśmy załatwioną. Po chwili Foxowi zachciało się wyjść na spacer. Przypiąłem mu smycz i otworzyłem drzwi.
-Wychodzę do parku!- krzyknąłem i ruszyłem w drogę.
Piesek szedł zadowolony, prowadząc mnie do jego ulubionego miejsca. Gdy przeszliśmy przez dużą bramę, spacerowaliśmy obok wielu krzaczków i drzew. Nagle Fox bardzo przyspieszył, przez co smycz wypadła mi z ręki. Zacząłem go gonić, mijając wiele ścieżek, w końcu się zatrzymał. Złapałem go i rozejrzałem się dookoła. Zauważyłem Weronikę przechadzającą się jedną z dróżek.
-Cześć.- zawołałem.
-O, hej.- odpowiedzia zaskoczona, gdy podbiegłem do niej. -To twój pies?- wskazała na Foxa.
-Tak, wabi się Fox.
-Jaki jesteś piękny.- zwróciła się do psa, kucając przy nim i głaszcząc go.
-Mam tą przepustkę za kulisy tylko zostawiłem ją w domu.- oznajmiłem patrząc jak powoli wstaje, a następnie mnie przytula.
-Dziękuję ci.- powiedziała, patrząc mi prosto w oczy.
-To na prawdę nic wielkiego...
Po tych słowach pocałowała mnie w policzek i odrzekła:
-Muszę już iść, dziękuję ci.- pomachała mi i opuściła park.
Po powrocie do domu nakarmiłem pupila i poszedłem pod prysznic. Po szybkiej kąpieli, położyłem się do łóżka i bardzo szybko zasnąłem.
-------------------
Mam nadzieję, że się podoba ;3 Sądzę, że trochę się poprawiam przy pisaniu :D
Krzaczki w parku dedykuję mojej koleżance z klasy :D. Obiecałam to wstawiam :)
I strój:
Po pobycie w kawiarni i spacerze do domu Martyny, sam również poszedłem do domu. Byłem bardzo zadowolony i nie myślałem o niczym innym, tylko o tym, że spędziłem dzisiaj superowy dzień. Nacisnąłem klamkę i wszedłem do domu.
-Cześć! Już jestem!- powitałem kolegów.
-James, jest 17.45, a zacząłeś po 14... Co tak długo?- Kendall zerkał na mnie dziwnym wzrokiem.
-Em, no...- zacząłem się jąkać.- Tak jakoś wyszło... Zaprosiłem ją na kawę i nie patrzyłem na zegarek...
-Uuu... James się zakochał!- usłyszałem głos zbiegającego po schodach Carlosa.
-Oj, daj spokój.- powiedziałem i ruszyłem w stronę mojego pokoju.
Przekręciłem klucz w drzwiach (na całe szczęście taki miałem) i położyłem się na łóżku. Nie miałem ochoty słuchać chłopaków, dlatego założyłem słuchawki, puściłem muzykę i myślałem o tym, co się dziś wydarzyło. Cały czas miałem przed oczami jeden obraz- jej piękne, niebieskie oczy w których utonąłem i jej cudowny uśmiech.
Po chwili przypomniałem sobie moment, kiedy delikatnie pocałowała mnie w policzek. Wtedy moje serce zaczęło bić znacznie szybciej.
-James, nie złość się.- usłyszałem pukanie w drzwi.
Zdjąłem słuchawki, zatrzymałem muzykę i podszedłem do drzwi. Przekręciłem klucz i otworzyłem je. Przede mną stał Carlos.
-Stary, gratulacje, masz dziewczynę.- miał zamiar się śmiać, ale się powstrzymał.
-Nie, nie mam dziewczyny.
-Ale przecież mówiłeś, że...
-Zaprosiłem ją tylko na kawę, nic więcej. Znam ją zaledwie dzień.- nie dałem mu dokończyć.
-A... Spoko.- odrzekł, już trochę ciszej.
-Nic się nie stało.- powiedziałem.
-Oglądasz z nami film?- zaczął, chcąc zmienić temat.
-Ok, a nie czekamy na Victorię?
-Dzisiaj nie przyjdzie, pojechała z rodzicami nad jezioro.
-A gdzie Logan?
-Poszedł po Pam.- wyglądał, jakby bardzo tęsknił za swoją dziewczyną, chociaż wyjechała dzisiaj po południu i wraca jutro.
Gdy w naszym domu pojawił się Logan ze swoją dziewczyną, usiedliśmy na kanapie i zaczęliśmy oglądać film. Chłopaki wybrali horror. Nie był ani trochę straszny, sądziłem, że Pam będzie się przytulać do Logana, a ona siedziała niewzruszona i patrzyła się w ekran.
Po tym "horrorze" poszedłem pod prysznic, a potem do swojego pokoju. O dziwo, po chwili zasnąłem.
*Weronika*
Obudziły mnie promienie światła wpadające przez okno i świecące mi prosto w twarz. Zerknęłam na zegarek. "9.16".
"Czas wstać"- pomyślałam. Powoli zeszłam z łóżka i powędrowałam w stronę łazienki. Przemyłam twarz wodą, dzięki czemu nie byłam już tak zaspana. Nagła styczność z zimnem spowodowała, że szeroko otworzyłam oczy i nie przeszkadzało mi już światło. Rozczesałam włosy i związałam je w wysoki kucyk. Chwyciłam za szczoteczkę do zębów i nagle przypomniałam sobie wszystko z wczorajszego dnia. Ogarnęło mnie nagłe ciepło na myśl o spotkaniu.
Umyłam zęby, zastanawiając się w co się ubrać.
Wybrałam ubrania w których wyglądałam ładnie i nie były to ubrania "randkowe" (zdjęcie na dole).
-Weronika! Wstawaj!- usłyszałam nagle z dołu.
-Już nie śpię.- oznajmiłam schodząc po schodach.
-To dobrze, masz śniadanie na stole.- powiedziała wskazując na stół.
-Gdzie będzie ten koncert?- spytałam nabierając na łyżkę trochę płatków.
-Niedaleko stąd. 15 minut i jesteś na miejscu.
-Mhm.- mruknęłam przełykając śniadanie.
Po godzinie byłyśmy już w studiu. W pomieszczeniu była już czwórka chłopaków. Gdy tylko weszłam do środka, zobaczyłam James'a, który wpatrywał się we mnie. Znów pojawiło się to dziwne uczucie: serce zaczęło bić szybciej, oddech przyspieszył, a motylki w brzuchu znowu się pojawiły.
-Cześć.- powiedziałam i przeniosłam wzrok na Kendalla, tym samym zatrzymując przyjemne motylki w brzuchu.
-Cześć.- odrzekli prawie jednocześnie.
Nagle zauważyłam, że blondyn spojrzał się dziwnie na James'a i zabawnie poruszył brwiami.
*James*
Przyszliśmy do studia, a po chwili po chwili pojawiła się Martyna z Weroniką. Gdy tylko weszły do środka, nasze spojrzenia znów się spotkały. Wpatrywałem się w nią, a ona we mnie. Uśmiechnęła się do mnie i powiedziała:
-Cześć.
-Cześć.-odpowiedzieliśmy zgodnie.
Po chwili Weronika przeniosła wzrok gdzie indziej, więc spojrzałem na chłopaków. Kendall patrzył się na mnie tak, jak wtedy w domu.
*Weronika*
Dzisiaj też miałam posprzątać, więc po próbie czekałam na "pomocnika".
"Ciekawe, kogo dziś kolej?"- pomyślałam.
Przyniosłam wszystkie potrzebne rzeczy i zaczęłam myć podłogę w studiu nagraniowym. Nagle usłyszałam skrzypnięcie drzwi, odwróciłam się, by zobaczyć, kto dziś ze mną "pracuje" i za sobą zobaczyłam...
James'a.
-Hej.- powiedział machając do mnie.
-Hej.- odpowiedziałam, znów czując to przyjemne ciepło.
Dokończyłam mycie podłogi, a potem razem ją wypastowaliśmy. Po chwili, całe studio było wysprzątane, więc zebrałam wszystkie przyrządy, których używaliśmy i zaniosłam je do schowka. Kiedy wróciłam z powrotem zapytał dość niepewnie:
-To co? Wyjdziesz dzisiaj ze mną?
-Z chęcią.- rzekłam uśmiechając się.
-Dzisiaj chcę cię zabrać do kina... Jeżeli chcesz...
-Ok, lubię chodzić do kina.- zaśmiałam się.
Szliśmy powoli, rozmawiając. James opowiadał mi o fajnych miejscach w Los Angeles. Ja opowiadałam mu o Polsce. W drodze pokazywał mi różne rzeczy. Jedną z nich było wesołe miasteczko, które wyglądało bardzo fajnie.
-Niedługo będziemy mogli się tu wybrać.- oznajmił z uśmiechem.
Odwzajemniłam uśmiech i szłam dalej.
-Opowiedz mi teraz o sobie.-przerwał nagle opowieści o mieście w którym byliśmy.
-Hm...- zamyśliłam się.- No, więc mieszkam w Polsce, co już wiesz. Lubię grać na gitarze i pianinie oraz trochę śpiewam... Nic ciekawego.
-Każdy jest ciekawy na swój własny sposób.- zatrzymał się.- No, to jesteśmy.
Przed nami rozpościerało się wielkie kino.
-Zapraszam.- James otworzył przede mną drzwi i wskazał wnętrze pomieszczenia.
Weszłam powoli, zastanawiając się, na jaki film pójdziemy.
-To na co chcesz iść?- zapytał stając obok mnie.
-Hm...- zaczęłam powoli przeciągać wzrok po kolejnych plakatach.- Możemy pójść na tą komedię.
James od razu podszedł do kasy i zapłacił. Potem zaprowadził mnie do sali kinowej i wskazał nasze miejsca. Usiedliśmy, a już po chwili wszystkie światła zgasły i zaczęły się reklamy.
-----------------------
Film na ogół był fajny i zabawny. Po wyjściu z kina ruszyliśmy tą samą drogą.
-I jak? Podobał ci się film?- zapytał.
-Tak, był bardzo fajny.
-To miało być takie powitanie w Los Angeles.
-Bardzo ci dziękuję.
-Nie ma za co.- uśmiechnął się.
Nagle usłyszałam dźwięk jego telefonu. Wyjął go z kieszeni, przeczytał szybko zawartość wiadomości i cichutko uderzał w klawiaturę, gdy odpisywał. Kiedy jego komórka z powrotem znalazła się w kieszeni, wziął z drugiej mały prostokącik. Podał mi go i powiedział:
-Proszę, to bilet dla ciebie. W poniedziałek dam ci wejściówkę za kulisy.
-Dziękuję ci.- odpowiedziałam wkładając bilecik do portfela.- Zawsze chciałam być na waszym koncercie.
Znów odprowadził mnie do domu, podziękowałam mu za fajnie spędzony dzień i pomachałam na pożegnanie.
-------------------
-Cześć ciociu.- powiedziałam wchodząc do mieszkania.
-Cześć.- odpowiedziała zapisując coś na kartce.- Jutro muszę coś zawieźć, jest to potrzebne na koncert, zostaniesz sama?
-Tak, nie ma problemu. Rozpakuję się do końca.- oznajmiłam przypominając sobie o torbie, którą zostawiłam na środku pokoju.
-Dobrze, mam jeszcze do ciebie jedną prośbę... Czy mogłabyś zrobić jutro zakupy? Zrobiłam listę.- zaczęła wymachiwać karteczką, którą zapisała.
-Ok.- nagle dostałam SMS'a.- Teraz pójdę do pokoju.- rzekłam wpatrując się w ekran.
Szłam powoli po schodach czytając zawartość wiadomości.
"Jak tam? Mam nadzieję, że dobrze się bawisz.
~mama"
Otworzyłam pomieszczenie i usiadłam na łóżku.
"Wszystko dobrze, bawię się świetnie."- odpisałam.
Byłam w kinie i kawiarni z członkiem BTR i poznałam cały zespół, a także dostałam bilet na ich koncert. Jest jeszcze lepiej niż "świetnie".
Odłożyłam telefon na półkę i położyłam się na łóżku. Ponownie myślałam o dniu wczorajszym, nie zapominając o dzisiejszym. Nagle naszła mnie ochota na spacer, więc wyszłam z pokoju i poszłam do kuchni.
-Ciociu, idę się przejść.- powiedziałam wchodząc do przedpokoju.
-Dobrze, tylko nie wróć za późno.- odpowiedziała ze śmiechem.
Założyłam tramki i pokierowałam się w stronę parku.
*James*
Gdy wróciłem do domu czekał na mnie mój kochany pies- Fox.
-Już jestem!- krzyknąłem głaszcząc pupila.
-James, chodź! Mam już wejściówki!- usłyszałem Kendalla z wnętrza salonu.
-Już idę.- powiedziałem zdejmując buty i kładąc na podłodze.
Blondyn miał rozłożone na ławie 8 wejściówek za kulisy. Koło niego siedzieli też Carlos i Logan.
-To ja biorę jedną dla Pam.- powiedział ten drugi i wziął do ręki plakietkę.
-Ja jedną dla Victorii.- oznajmił Latynos.
-To ja też wezmę.- odrzekłem, wziąłem przepustkę z myślą o Weronice.
-Ok, a dwie muszą zostać dla Martyny i John'a. Czyli zostają jeszcze trzy.
Przyglądaliśmy się wszyscy ławie, każdy myślał, dla kogo zostawić kartę.
-Kendall, a ty nie masz kogoś do zaproszenia?- zapytałem.
-Ja? No nie wiem...- zamyślił się.
-Możemy zaprosić siostrę Pam.- powiedział nagle Logan.
-I brata Victorii.- dołączył Carlos.
Sprawę z przepustkami mieliśmy załatwioną. Po chwili Foxowi zachciało się wyjść na spacer. Przypiąłem mu smycz i otworzyłem drzwi.
-Wychodzę do parku!- krzyknąłem i ruszyłem w drogę.
Piesek szedł zadowolony, prowadząc mnie do jego ulubionego miejsca. Gdy przeszliśmy przez dużą bramę, spacerowaliśmy obok wielu krzaczków i drzew. Nagle Fox bardzo przyspieszył, przez co smycz wypadła mi z ręki. Zacząłem go gonić, mijając wiele ścieżek, w końcu się zatrzymał. Złapałem go i rozejrzałem się dookoła. Zauważyłem Weronikę przechadzającą się jedną z dróżek.
-Cześć.- zawołałem.
-O, hej.- odpowiedzia zaskoczona, gdy podbiegłem do niej. -To twój pies?- wskazała na Foxa.
-Tak, wabi się Fox.
-Jaki jesteś piękny.- zwróciła się do psa, kucając przy nim i głaszcząc go.
-Mam tą przepustkę za kulisy tylko zostawiłem ją w domu.- oznajmiłem patrząc jak powoli wstaje, a następnie mnie przytula.
-Dziękuję ci.- powiedziała, patrząc mi prosto w oczy.
-To na prawdę nic wielkiego...
Po tych słowach pocałowała mnie w policzek i odrzekła:
-Muszę już iść, dziękuję ci.- pomachała mi i opuściła park.
Po powrocie do domu nakarmiłem pupila i poszedłem pod prysznic. Po szybkiej kąpieli, położyłem się do łóżka i bardzo szybko zasnąłem.
-------------------
Mam nadzieję, że się podoba ;3 Sądzę, że trochę się poprawiam przy pisaniu :D
Krzaczki w parku dedykuję mojej koleżance z klasy :D. Obiecałam to wstawiam :)
I strój:
wtorek, 27 sierpnia 2013
Rozdział 2 "Pierwsze spotkanie"
W moim opowiadaniu Weronika będzie rozmawiać często po anigelsku, ale dialogi będą zapisane po polsku.
-----------------
*Weronika*
Ich uśmiechnięte twarze pokazały się jako pierwsze. Byłam w siódmym niebie.
-Cześć.- zaczęłam.
-Hej, zapraszamy do środka.- powiedział James, wskazując wnętrze pokoju.
Studio było bardzo duże. Pokaźna konsola i mnóstwo instrumentów, to przyciągało uwagę w pomieszczeniu. Ciocia powiesiła torbę na haczyku.
-Jestem Weronika.- przedstawiłam się.
-Ja jestem Kendall.- oznajmił jeden z nich.
-Nie musicie się przedstawiać, znam wasze imiona.- uśmiechnęłam się.
Wszyscy odwzajemnili uśmiechy.
-Ok, dziś John się spóźni, więc zaczniemy bez niego, idźcie się przygotować.- odrzekła ciocia.
-To my zaraz przyjdziemy.- oznajmił Logan.
Wyszli ze studia.
-Zdenerwowana?- zapytała ciocia.
-Może troszkę...- zarumieniłam się.
Po chwili wrócili przebrani w inne stroje. Ciocia podała im mikrofony i otworzyła im drzwi do pokoju nagraniowego.
-To od czego zaczynamy?- padło pytanie.
-Może od "Boyfriend"?
-Ok.
Włączyłam radio z podkładem. Następnie usiadłam koło cioci i uważnie przyglądałam się jak chłopaki zaczęli podrygiwać w rytm muzyki. Zaczął Kendall. Reszta tańczyła za nim. Kolejna zwrotka została odśpiewana przez Jamesa. Po chwili piosenka się skończyła, zatrzymałam podkład.
-I jak?
-Było świetnie!- wykrzyknęłam.
Po skończonej próbie do studia wszedł jakiś mężczyzna.
"To pewnie John"- pomyślałam.
-Dzień dobry.
-Dzień dobry.- odpowiedział z uśmiechem.-Ty pewnie jesteś Weronika?
-Tak, to ja, miło mi.
-Mi również.- podał mi rękę.
Pan John poćwiczył jeszcze trochę nad muzyką z chłopakami. Tak właśnie mijał mój pierwszy dzień w Los Angeles.
-----------------
Wybiła 14.00. O tej porze wszyscy szli na obiad. W stołówce było pełno ludzi. Szum głosów przeszkadzał w porozumieniu się z ciocią. W końcu znalazłyśmy odpowiednie miejsce. Znajdowało się na końcu, z dala od hałasów, gdzie ciocia mogła mi wszystko wytłumaczyć.
-John jedzie porozmawiać na temat zbliżającego się koncertu. Ja też muszę z nim jechać.- zaczęła ciocia.- Czy mogłabyś zostać tą godzinkę w studiu i posprzątać?
-Nie ma problemu.- oznajmiłam.-W końcu przyjechałam tu, żeby ci pomóc.
-W razie czego zostawiam ci klucze, gdyby coś miało się przedłużyć.- położyła je na stoliku.
-Ok, nie ma problemu.- przysunęłam kluczyki do siebie.
-Chłopaki zostają. Ustalili pomiędzy sobą, że codziennie któryś będzie ci pomagał przy sprzątaniu. Ciągną losy, czy coś w tym rodzaju.- sięgnęła po widelec i zaczęła przyglądać się dziwnie wyglądającej potrawie, którą podali nam na obiad.
-Ja i sama bym sobie poradziła, ale jak ustalili, to niech tak będzie.- uśmiechnęłam się, a następnie postanowiłam spróbować obiadu.
"Raz kozie śmierć."- pomyślałam.
-----------
Na ogół nie był taki zły, choć oczywiście moja mama gotuje lepiej. Gdy oddałyśmy talerze, drzwi do stołówki otworzyły się z impetem.
-Martyna, chodź, nie ma czasu!- John chwycił ciocię za rękę.
-Jak posprzątasz możesz wracać do domu.- powiedziała, wychodząc już ze stołówki.
-Dobrze, poradzę sobie. Pa!- krzyknęłam i ruszyłam w stronę studia.
-Pa!- usłyszałam, a po chwili drzwi głośno się zamknęły.
Szłam długimi, krętymi korytarzami w poszukiwaniu schowka.
"Miejmy nadzieję, że nie zgubiłam drogi do studia"- pomyślałam lekko zaniepokojona.
Na całe szczęście znalazłam i schowek, i studio. Postawiłam wszystkie pierdoły wzięte ze schowka na podłodze, oparłam dłonie na biodrach i zaczęłam badawczo przyglądać się pomieszczeniu. Zastanawiałam się od czego zacząć sprzątanie. Postanowiłam umyć podłogę w pokoju nagrań. Zebrałam wszystkie instrumenty i schowałam w pokoju do tego przeznaczonym. Chwyciłam mop i wiadro, a następnie zaczęłam myć podłogę. Po skończeniu tej roboty usłyszałam, że ktoś wszedł do studia.
-Cześć, mam ci dzisiaj pomóc.- powiedział James dość niepewnie.
-Hej, ok.- uśmiechnęłam się bardzo zdenerwowana, ponieważ mój idol miał mi pomóc sprzątać w jego studiu. Dziwna i niezręczna sytuacja. Nagle nasze spojrzenia zetknęły się. Wpatrywał się we mnie swoimi pięknymi, brązowo-zielonymi oczami. Staliśmy w milczeniu Patrząc się na siebie przez jedną, krótką chwilę, która zdawała się trwać całe wieki. Serce waliło mi jak oszalałe, za to oddech zdawał się zatrzymać. Po chwili James odwrócił głowę, postanowiłam zrobić to samo.
-Musimy posprzątać.- zaczął, a jego głos brzmiał tak, jakby był zdenerwowany.
-Tak, to prawda.- odezwałam się i wtedy zauważyłam, że mój wcale nie brzmi lepiej.
Chwyciłam za szmatkę i zaczęłam bardzo szybko wycierać kurze z półek. Ukradkiem spojrzałam na James'a. Również bardzo szybko wykonywał robotę. Ta dziwna, krótka chwila zmieniła wszystko dzisiejszego dnia.
Kiedy kurze były już wytarte, postanowiliśmy zająć się pastowaniem podłogi. Atmosfera była już tak gęsta, że nie mogłam wytrzymać i po prostu musiałam się odezwać. Nie ważne co, byle by coś powiedzieć.
-Ładna dziś pogoda, prawda?- w tym momencie miałam ochotę zapaść się pod ziemię.
-E... No, może być...- w tym momencie na jego ustach pojawił się nikły uśmiech.-To co, ile zostajesz w Los Angeles?
-Do końca sierpnia, potem wracam do Polski.- oboje rozmawialiśmy już pewniej, zdecydowaniej i odważniej.
Przy tej miłej pogawędce sprzatanie upłynęło nam szybciej. Nagle mój telefon zaczął dzwonić.
-Halo?
-Cześć.- usłyszałam ciocię.- Rozmowa o koncercie nam się przedłuży, więc możesz wracać do domu.
-Ok, już skończyliśmy.
-Dobrze, muszę kończyć. Pa!
-Pa!- rozłączyłam się.
Położyłam telefon z powrotem na półce. Zebrałam wszystkie detergenty i wyszłam ze studia. Podążałam w stronę schowka, gdy nagle usłyszałam za sobą czyjeś kroki. To był James.
-Mam do ciebie pytanie.- przyspieszył, żeby iść obok mnie.- Dałabyś się zaprosić do kawiarni?
-Bardzo chętnie.- uśmiechnęłam się.
Chłopak przeniósł swoją uwagę na wó zek woźnego. Po chwili wypchnął go na korytarz.
-Co ty robisz?- obserwowałam jego ruchy z wyraźnym rozbawieniem.
James wskoczył do środka i zawołał w moją stronę:
-Popchnij mnie!
Zaśmiałam się krótko i posłusznie rozpędziłam go po korytarzu. Po chwili zamieniliśmy się miejscami i to ja siedziełam w wózku. Śmialiśmy się bez przerwy nawzajem wożąc się po całym studiu.
-No dobra, starczy tego dobrego...- powiedziałam uspokajając się w końcu.
James odstawił wózek na miejsce. Zamknęliśmy za sobą drzwi studia śmiejąc się dalej z tego, co się dzisiaj działo.
-No to jak? Idziemy do kawiarni?- zapytał.
-Mhm.- mruknęłam.
Usiedliśmy przy jednym stoliku, piliśmy kawę i rozmawialiśmy. Dowiedziałam się o nim bardzo dużo. Po chwili dostałam SMS'a.
"Będę w domu o 17.00
-ciocia"
-Macie już załatwiony koncert.- powiedziałam podnosząc wzrok znad ekranu.
-To dobrze, przyjdziesz?
-Jeżeli bedę mogła... Bardzo bym chciała, ale nie wiem, czy uda mi się kupić bliet.
-Bilet? Przyjechałaś do swojej cioci do Los Angeles, która jest menagerem Big Time Rush i spędzasz z nimi czas w ich studiu i nie wiesz, czy dostaniesz bilet? Postaram się załatwić ci nawet przepustkę za kulisy.
-Bardzo ci dziękuję. Wiesz, chyba muszę już iść.
-Ok, odprowadzę cię, ale pójdziesz dopiero wtedy, jak obiecasz, że jutro też ze mną gdzieś wyjdziesz.
-Z chęcią.- zarumieniłam się.
James otworzył przede mną drzwi kawiarni. Szliśmy cały czas się śmiejąc i rozmawiając. Bardzo szybko pojawił się dom cioci. Zatrzymaliśmy się przy furtce.
-Dziękuję ci za dzisiejszy dzień.- oznajmiłam.
-Nie ma za co.-uśmiechnął się.
Zbliżyłam się do niego i pocałowałam go w policzek. Serce ponownie biło mi jak oszalałe, pojawiły się też motylki w brzuchu.
-Do zobaczenia jutro.- rzekłam naciskając klamkę.
-Cześć.- pomachał mi na pożegnanie.
Otworzyłam zamek, tym samym spostrzegając, że cioci nie ma. Weszłam po schodach do "swojego" pokoju. Położyłam się na łóżku i zdałam sobie sprawę, że spędziłam czas z swoim idolem. Przytaczałam sobie wszystkie "pamiętne" momenty, które przyprawiały mnie o miłe dreszcze. Przypomniałam sobie jego brązowo-zielone oczy, które wpatrywały się we mnie przy pierwszym spotkaniu, cudne, ciemno brązowe włosy i piękny uśmiech.
Ze "snu na jawie" wyrwała mi ciocia. Przyszła do mnie i opowiadała, co robiła załatwiając koncert. Potem zjadłyśmy razem kolację i obejrzałyśmy długi film. Za bardzo nie pamiętam o czym był, bo rozmarzyłam się o następnym dniu.
C.D.N.
-----------------
*Weronika*
Ich uśmiechnięte twarze pokazały się jako pierwsze. Byłam w siódmym niebie.
-Cześć.- zaczęłam.
-Hej, zapraszamy do środka.- powiedział James, wskazując wnętrze pokoju.
Studio było bardzo duże. Pokaźna konsola i mnóstwo instrumentów, to przyciągało uwagę w pomieszczeniu. Ciocia powiesiła torbę na haczyku.
-Jestem Weronika.- przedstawiłam się.
-Ja jestem Kendall.- oznajmił jeden z nich.
-Nie musicie się przedstawiać, znam wasze imiona.- uśmiechnęłam się.
Wszyscy odwzajemnili uśmiechy.
-Ok, dziś John się spóźni, więc zaczniemy bez niego, idźcie się przygotować.- odrzekła ciocia.
-To my zaraz przyjdziemy.- oznajmił Logan.
Wyszli ze studia.
-Zdenerwowana?- zapytała ciocia.
-Może troszkę...- zarumieniłam się.
Po chwili wrócili przebrani w inne stroje. Ciocia podała im mikrofony i otworzyła im drzwi do pokoju nagraniowego.
-To od czego zaczynamy?- padło pytanie.
-Może od "Boyfriend"?
-Ok.
Włączyłam radio z podkładem. Następnie usiadłam koło cioci i uważnie przyglądałam się jak chłopaki zaczęli podrygiwać w rytm muzyki. Zaczął Kendall. Reszta tańczyła za nim. Kolejna zwrotka została odśpiewana przez Jamesa. Po chwili piosenka się skończyła, zatrzymałam podkład.
-I jak?
-Było świetnie!- wykrzyknęłam.
Po skończonej próbie do studia wszedł jakiś mężczyzna.
"To pewnie John"- pomyślałam.
-Dzień dobry.
-Dzień dobry.- odpowiedział z uśmiechem.-Ty pewnie jesteś Weronika?
-Tak, to ja, miło mi.
-Mi również.- podał mi rękę.
Pan John poćwiczył jeszcze trochę nad muzyką z chłopakami. Tak właśnie mijał mój pierwszy dzień w Los Angeles.
-----------------
Wybiła 14.00. O tej porze wszyscy szli na obiad. W stołówce było pełno ludzi. Szum głosów przeszkadzał w porozumieniu się z ciocią. W końcu znalazłyśmy odpowiednie miejsce. Znajdowało się na końcu, z dala od hałasów, gdzie ciocia mogła mi wszystko wytłumaczyć.
-John jedzie porozmawiać na temat zbliżającego się koncertu. Ja też muszę z nim jechać.- zaczęła ciocia.- Czy mogłabyś zostać tą godzinkę w studiu i posprzątać?
-Nie ma problemu.- oznajmiłam.-W końcu przyjechałam tu, żeby ci pomóc.
-W razie czego zostawiam ci klucze, gdyby coś miało się przedłużyć.- położyła je na stoliku.
-Ok, nie ma problemu.- przysunęłam kluczyki do siebie.
-Chłopaki zostają. Ustalili pomiędzy sobą, że codziennie któryś będzie ci pomagał przy sprzątaniu. Ciągną losy, czy coś w tym rodzaju.- sięgnęła po widelec i zaczęła przyglądać się dziwnie wyglądającej potrawie, którą podali nam na obiad.
-Ja i sama bym sobie poradziła, ale jak ustalili, to niech tak będzie.- uśmiechnęłam się, a następnie postanowiłam spróbować obiadu.
"Raz kozie śmierć."- pomyślałam.
-----------
Na ogół nie był taki zły, choć oczywiście moja mama gotuje lepiej. Gdy oddałyśmy talerze, drzwi do stołówki otworzyły się z impetem.
-Martyna, chodź, nie ma czasu!- John chwycił ciocię za rękę.
-Jak posprzątasz możesz wracać do domu.- powiedziała, wychodząc już ze stołówki.
-Dobrze, poradzę sobie. Pa!- krzyknęłam i ruszyłam w stronę studia.
-Pa!- usłyszałam, a po chwili drzwi głośno się zamknęły.
Szłam długimi, krętymi korytarzami w poszukiwaniu schowka.
"Miejmy nadzieję, że nie zgubiłam drogi do studia"- pomyślałam lekko zaniepokojona.
Na całe szczęście znalazłam i schowek, i studio. Postawiłam wszystkie pierdoły wzięte ze schowka na podłodze, oparłam dłonie na biodrach i zaczęłam badawczo przyglądać się pomieszczeniu. Zastanawiałam się od czego zacząć sprzątanie. Postanowiłam umyć podłogę w pokoju nagrań. Zebrałam wszystkie instrumenty i schowałam w pokoju do tego przeznaczonym. Chwyciłam mop i wiadro, a następnie zaczęłam myć podłogę. Po skończeniu tej roboty usłyszałam, że ktoś wszedł do studia.
-Cześć, mam ci dzisiaj pomóc.- powiedział James dość niepewnie.
-Hej, ok.- uśmiechnęłam się bardzo zdenerwowana, ponieważ mój idol miał mi pomóc sprzątać w jego studiu. Dziwna i niezręczna sytuacja. Nagle nasze spojrzenia zetknęły się. Wpatrywał się we mnie swoimi pięknymi, brązowo-zielonymi oczami. Staliśmy w milczeniu Patrząc się na siebie przez jedną, krótką chwilę, która zdawała się trwać całe wieki. Serce waliło mi jak oszalałe, za to oddech zdawał się zatrzymać. Po chwili James odwrócił głowę, postanowiłam zrobić to samo.
-Musimy posprzątać.- zaczął, a jego głos brzmiał tak, jakby był zdenerwowany.
-Tak, to prawda.- odezwałam się i wtedy zauważyłam, że mój wcale nie brzmi lepiej.
Chwyciłam za szmatkę i zaczęłam bardzo szybko wycierać kurze z półek. Ukradkiem spojrzałam na James'a. Również bardzo szybko wykonywał robotę. Ta dziwna, krótka chwila zmieniła wszystko dzisiejszego dnia.
Kiedy kurze były już wytarte, postanowiliśmy zająć się pastowaniem podłogi. Atmosfera była już tak gęsta, że nie mogłam wytrzymać i po prostu musiałam się odezwać. Nie ważne co, byle by coś powiedzieć.
-Ładna dziś pogoda, prawda?- w tym momencie miałam ochotę zapaść się pod ziemię.
-E... No, może być...- w tym momencie na jego ustach pojawił się nikły uśmiech.-To co, ile zostajesz w Los Angeles?
-Do końca sierpnia, potem wracam do Polski.- oboje rozmawialiśmy już pewniej, zdecydowaniej i odważniej.
Przy tej miłej pogawędce sprzatanie upłynęło nam szybciej. Nagle mój telefon zaczął dzwonić.
-Halo?
-Cześć.- usłyszałam ciocię.- Rozmowa o koncercie nam się przedłuży, więc możesz wracać do domu.
-Ok, już skończyliśmy.
-Dobrze, muszę kończyć. Pa!
-Pa!- rozłączyłam się.
Położyłam telefon z powrotem na półce. Zebrałam wszystkie detergenty i wyszłam ze studia. Podążałam w stronę schowka, gdy nagle usłyszałam za sobą czyjeś kroki. To był James.
-Mam do ciebie pytanie.- przyspieszył, żeby iść obok mnie.- Dałabyś się zaprosić do kawiarni?
-Bardzo chętnie.- uśmiechnęłam się.
Chłopak przeniósł swoją uwagę na wó zek woźnego. Po chwili wypchnął go na korytarz.
-Co ty robisz?- obserwowałam jego ruchy z wyraźnym rozbawieniem.
James wskoczył do środka i zawołał w moją stronę:
-Popchnij mnie!
Zaśmiałam się krótko i posłusznie rozpędziłam go po korytarzu. Po chwili zamieniliśmy się miejscami i to ja siedziełam w wózku. Śmialiśmy się bez przerwy nawzajem wożąc się po całym studiu.
-No dobra, starczy tego dobrego...- powiedziałam uspokajając się w końcu.
James odstawił wózek na miejsce. Zamknęliśmy za sobą drzwi studia śmiejąc się dalej z tego, co się dzisiaj działo.
-No to jak? Idziemy do kawiarni?- zapytał.
-Mhm.- mruknęłam.
Usiedliśmy przy jednym stoliku, piliśmy kawę i rozmawialiśmy. Dowiedziałam się o nim bardzo dużo. Po chwili dostałam SMS'a.
"Będę w domu o 17.00
-ciocia"
-Macie już załatwiony koncert.- powiedziałam podnosząc wzrok znad ekranu.
-To dobrze, przyjdziesz?
-Jeżeli bedę mogła... Bardzo bym chciała, ale nie wiem, czy uda mi się kupić bliet.
-Bilet? Przyjechałaś do swojej cioci do Los Angeles, która jest menagerem Big Time Rush i spędzasz z nimi czas w ich studiu i nie wiesz, czy dostaniesz bilet? Postaram się załatwić ci nawet przepustkę za kulisy.
-Bardzo ci dziękuję. Wiesz, chyba muszę już iść.
-Ok, odprowadzę cię, ale pójdziesz dopiero wtedy, jak obiecasz, że jutro też ze mną gdzieś wyjdziesz.
-Z chęcią.- zarumieniłam się.
James otworzył przede mną drzwi kawiarni. Szliśmy cały czas się śmiejąc i rozmawiając. Bardzo szybko pojawił się dom cioci. Zatrzymaliśmy się przy furtce.
-Dziękuję ci za dzisiejszy dzień.- oznajmiłam.
-Nie ma za co.-uśmiechnął się.
Zbliżyłam się do niego i pocałowałam go w policzek. Serce ponownie biło mi jak oszalałe, pojawiły się też motylki w brzuchu.
-Do zobaczenia jutro.- rzekłam naciskając klamkę.
-Cześć.- pomachał mi na pożegnanie.
Otworzyłam zamek, tym samym spostrzegając, że cioci nie ma. Weszłam po schodach do "swojego" pokoju. Położyłam się na łóżku i zdałam sobie sprawę, że spędziłam czas z swoim idolem. Przytaczałam sobie wszystkie "pamiętne" momenty, które przyprawiały mnie o miłe dreszcze. Przypomniałam sobie jego brązowo-zielone oczy, które wpatrywały się we mnie przy pierwszym spotkaniu, cudne, ciemno brązowe włosy i piękny uśmiech.
Ze "snu na jawie" wyrwała mi ciocia. Przyszła do mnie i opowiadała, co robiła załatwiając koncert. Potem zjadłyśmy razem kolację i obejrzałyśmy długi film. Za bardzo nie pamiętam o czym był, bo rozmarzyłam się o następnym dniu.
C.D.N.
czwartek, 18 lipca 2013
Rozdział 1 "Witaj Los Angeles"
*Weronika*
Gdy dojechałyśmy na lotnisko i wsiadłyśmy do samolotu, usnęłam. Podróż dzięki temu minęła mi szybko. Obudziłam się pod koniec lotu.
-Za chwilkę lądujemy- usłyszałam z głośników.
Ciocia spojrzała się na mnie.
-No i jak czujesz się w Los Angeles?
-Jest super.- odpowiedziałam z uśmiechem.
-------------
-No to mój dom!- wyrzuciła z siebie ciocia po otworzeniu drzwi.- Może Ci się wydawać mały, ale cóż...
-Mały?- zapytałam przyglądając się willi wielkimi oczami.
-Twój pokój jest na górze. Ma twoje imię przyklejone na drzwiach, więc chyba bez trudu go znajdziesz. Ja przygotuję coś do jedzenia.
Posłusznie ruszyłam na górę. Przeszłam długim korytarzem i trafiłam na drzwi z napisem "WERONIKA". Nacisnęłam klamkę, a drzwi posłusznie ustąpiły mi miejsca. Przede mną widniał piękny, duży pokój z malowniczym widokiem na ogród wraz z basenem. Wszystkie meble idealnie pasowały do koloru ścian. Jednym słowem, to pomieszczenie było cudne.
Ogólnie cały ten wyjazd był cudny. W najbliższym czasie miałam poznać swoich idoli- Big Time Rush.
-Weronika, chodź zjemy!- usłyszałam nagle głos cioci.
Zbiegłam na dół, jadalnia również nie była zwyczajna.
-Za trzy godziny jedziemy do mojej pracy- powiedziała ciocia podając mi talerz kanapek.
-Dobrze, ale czy na pewno nie będę tam przeszkadzać?- zapytałam dość niepewnie.
-Ależ oczywiście, że nie! Nawet mi pomożesz...
Uśmiechnęłam się. Po zjedzeniu poszłam do "swojego" pokoju. Kiedyś w końcu trzeba się rozpakować. Gdy moja walizka została pusta usiadłam na przeciwko szafy. Pomyślałam, że skoro mam spotkać gwiazdy to muszę jakoś wyglądać. Po 15 minutach wybrałam coś, co mi pasowało (zdjęcie stroju na dole). Wzięłam rzeczy ze sobą i poszłam do łazienki. Zamurowało mnie. W łazience zastałam NAWET jacuzzi.
Przebrałam się i umalowałam. Spojrzałam na zegarek. Zostały dwie godziny. Znów usłyszałam ciocię:
-Weronika wyjedziemy wcześniej! Muszę coś jeszcze załatwić w pracy!
-Dobrze ciociu, już idę!
Włożyłam do torebki najpotrzebniejsze rzeczy i ruszyłam do drzwi. Ciocia już tam czekała. Ruszyłyśmy w stronę wytwórni.
------------------
Gdy dotarłyśmy na miejsce ciocia zamknęła samochód i otworzyła duże, szklane drzwi. Szłyśmy przez dłuższą chwilę jakimiś korytarzami, aż nareszcie dotarłyśmy do drzwi na których było napisane
"BIG TIME RUSH" Otworzyła mi ciocia, a przede mną stali ONI.
C.D.N.
Mam nadzieję, że się podoba ;3
A to ten strój:

sobota, 13 lipca 2013
Wstęp
-Weronika! Wstawaj!- usłyszałam głos mamy.
-Jeszcze chwilka!- zaczęłam marudzić i przytuliłam się do poduszki.
-Ciocia już czeka!- moja mama potrafiła mnie przekonać.
Z tą właśnie ciocią, o której wspominała mama miałam wyjechać do Los Angeles.
-Ciocia?! Już idę!- zaczęłam w pośpiechu zbierać ubrania i zamknęłam się w łazience.
Nagle mama zaczęła się śmiać.
-Cioci jeszcze nie ma, spokojnie. Masz całą godzinę.
-Bardzo śmieszne.- odrzekłam przez drzwi.
Ubrałam się i umyłam. Trochę błyszczyku i tuszu, i już byłam gotowa. Byłam bardzo podekscytowana na myśl o wyjeździe. Wzięłam małą torebkę i tam wrzuciłam telefon, chusteczki oraz jeszcze kilka szpargałów. Podniosłam walizkę i pociągnęłam ją za sobą. Postawiłam mój bagaż przy ścianie i usiadłam do stołu.
-A wy kiedy przyjedziecie?- zapytałam sadowiąc się na krześle.
-Za dwa tygodnie.- powiedział z uśmiechem tata.
-Na dwa tygodnie.- dokończył mój młodszy brat.
Gdy tyko zjadłam śniadanie usłyszałam samochód.
-O to na pewno ciocia.- powiedziałam i uściskałam rodziców na pożegnanie. Bratu powiedziałam tylko "pa", bo nie dał się przytulić.
Wyszłam szybko na podwórko z torbami. Z taksówki wybiegła ciocia i się ze mną przywitała.
-Cześć ciociu.- powiedziałam podając jej walizkę.
-Cześć kochanie, wsiadaj do auta.- powiedziała wskazując drzwi.
Potem usiadła koło mnie i zaczęła mi opowiadać, gdzie jedziemy. Ja jeszcze zdążyłam pomachać rodzicom.
Mam nadzieję, że wstęp Was zaciekawił i liczę, że będziecie czytać dalej :)
Witajcie!
Oto mój nowy blog. Znajdziecie na nim opowiadanie o moim ulubionym zespole- Big Time Rush. Mam nadzieję, że tekst będzie ciekawy i wciągający. Główna bohaterka- Weronika;3 wyjeżdża na wakacje, do Los Angeles, gdzie spełniają się jej marzenia. Miłego czytania :)
~Weronika
Subskrybuj:
Posty (Atom)